- Co czytasz?
- Nic. To album.
- Album?
- Tak, oprócz zdjęć obrazów nie ma tu nic więcej. Jest tylko krótka nota o malarzu.
- Mhm.
Podniosła głowę i spojrzała na niego.
Całkowicie nie rozumiała dlaczego ten irytujący człowiek właśnie do niej się uśmiechał.
Opierał się o zagłówek fotela i spoglądał w album, który przeglądała.
Patrząc na jego bladą twarz była w stanie wymyślić trzydzieści siedem inwektywów, którymi mogła go w tej chwili obrzucić, trzydzieści siedem soczystych słów na temat jego podłego charakteru, wyrachowania i zniewalającego uśmiechu.
- Dzięki.
- Co?
- Za to, że nie zrobiłeś mi głupiego numeru po wypiciu eliksiru słodkiego snu.
- Mhm.
- Serio, doceniam.
- Mhm.
Zirytowana wróciła do przeglądania albumu.
Starała się ignorować jego ciepły oddech okalający jej szyję.
Zastanawiała się co się stało. Kiedy zbłądziła na ścieżce nienawiści. Jeszcze nie tak dawno Draco zwijał się porażony niewybaczalnym zaklęciem cruciatus, a teraz całkiem spokojnie znoszą swoje towarzystwo. Najczęściej działo się tak gdy nie było świadków. Kiedy stali sami obok siebie i lustrowali się nawzajem próbując odgadnąć czy każde z nich teraz jest sobą.
- Dziwne te obrazy. Co one niby mają przedstawiać? Wszędzie śmierć, szkielety i jakieś paskudztwa - pochylił się nad albumem opierając brodę o jej ramię i przyjrzał uważniej. - Nevermore. - odczytał napis. - Ohydne, jakieś dwa wilki przyglądają się odlatującemu balonowi. I co to niby znaczy?
- Malfoy, twoje poczucie sztuki przeraża mnie. - odgarnęła włosy z ramion. - Autor maluje to co widział, one dotyczą samotności i nieuchronnej śmierci. Widział śmierć najbliższych, więc dla niego to koniec świata. Armagedon stąd te ciemne, mroczne barwy. To Zdzisław Beksiński, taki polski malarz. Wiesz w ogóle gdzie leży Polska? - zamknęła album i odsunęła się zabierając ramię spod jego głowy.
- Masz mnie za idiotę? - przeskoczył przez oparcie kanapy i rozłożył się nonszalancko. - Znam się na sztuce i tak, wiem gdzie leży Polska. To mały, biedny kraj nad Bałtykiem. Zniszczony przez wojnę, w której także brali udział czarodzieje. Cały wojenny teatr opierał się na siłach czarodziejów. Pamiętasz może z historii lądowanie w Normandii? Desant powietrzny to głównie czarodzieje używający zaklęcia kameleona. A skoro jesteśmy przy Francji to pozwól, że nieco opowiem ci o mojej rodzinie, a szczególnie o moim starym wujku Jean Bertholle. Malarzu. Więc w mojej arystokratycznej krwi mam kilka kropelek kreolskiej. - złośliwy uśmiech wypełzł na jego twarz.
- Nie znoszę cię. - zrzuciła jego nogi z kanapy, a on w odpowiedzi szczerze roześmiał się.
- Nevermore. - powtórzył i chwycił album otwierając go na wspomnianym obrazie. - Jak można to zinterpretować? - zmarszczył brwi.
- Syn Beksińskiego, który popełnił samobójstwo, uwielbiał wiersz Edgara Alana Poe i właśnie...
- Nazywał się „Nevermore”. Znam ten wiersz. Mimo wszystko jednak bardziej uwielbiam nowelę „Black Cat”, znasz może?
Siedziała naprzeciw niego i patrzyła z niedowierzaniem.
W całej swej okazałości zajmował większą część kanapy i szelmowsko uśmiechając się prawił na temat literatury.
Ten Malfoy, którego znała, w niczym nie przypominał tego siedzącego przed nią.
- Nie dziwię się, że to uwielbiasz. Pijaństwo, okrucieństwa i morderstwa. Coś dla ciebie, a może powinnam powiedzieć, że o tobie. - dumnie wypięła pierś zadowolona z siebie, bo w końcu starła mu ten złośliwy uśmieszek.
- Złe zagranie, Greengrass. JA nikogo nie zabiłem.
- W przeciwieństwie do twojego ojca, hmm?
- Grzechy mojego ojca nie są moimi. - nachylił się nad nią i przygwoździł ją. - Nie zaczynaj, Greengrass. - wycharczał wprost w jej usta. - Bo zawsze może to się zmienić.
Leżał na niej ubezwłasnowolniając każdy jej ruch.
Mogła dokładnie poczuć jego ciężar i parzący oddech.
I ten zapach.
- Złaź ze mnie i to natychmiast, bo jeśli tego nie zrobisz to...
- To co? Co mi zrobisz? Znów rzucisz crucio? - zacisnął rękę na jej nadgarstkach, a drugą dłonią przesunął po biodrze. - Nie jest tak strasznie jak myślałem.
- Przestań! - zapiszczała i spojrzała błagalnie w jego stalowoszare oczy. - Przestań...
- Ahh, więc tu jest twój czuły punkt.
- Wolę jednak interpretować z tobą wiersze.
Zacisnęła ręce w pięści i wyszarpała się z jego uścisku.
Odpychając go znów wyczuła pod koszulą bandaże. Ciekawość była silna, ale nie miała zamiaru ponownie być wytarganą za włosy. Skonsternowana spojrzała na niego i zasępiła się.
- Jak robisz tę minę wyglądasz paskudnie. Widać ci zmarszczki.
- Malfoy!
- Do zobaczenia na balu. Mam nadzieję, że zatańczymy
Wyszczerzył się i leniwie podniósł z kanapy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz