środa, 10 czerwca 2015

Drafne XIII - Magnolia







Wielka Sala tego wieczoru była olśniewająca.
Zniknęły ciepłe i przytulne kolory brązu i beżu. Pojawiły się natomiast srebrno-mroźne barwy, które kusiły i wprowadzały w magiczny czas świąt. U szczytu Wielkiej Sali stały trzy potężnie rozłożyste choinki bożonarodzeniowe przyozdobione jedynie małymi, ledwo tlącymi się lampionami i skrzącym śniegiem.
Uczniowie już przybyli kręcili się pomiędzy stolikami zachwycając się nad dekoracjami. Dziewczyny gorączkowo dyskutowały o kreacjach wybranych na ten wieczór, a chłopcy skrywali się w kątach aby żadna koleżanka nie pociągnęła ich do tańca.
Dafne nie miała zamiaru iść na bal.
Chciała wrócić do domu na święta i spędzić Boże Narodzenie z rodziną. Przy rodzinnym ognisku w otoczeniu ukochany osób zażywać spokoju. Jednak Milicenta i Pansy każdego dnia błagały ją o uczestnictwo w balu. Niechętnie zlitowała się nad nimi i zgodziła. Hermiona też ucieszyła się z jej obecności i obiecała pomoc w szybkim przygotowaniu.
Nie mając wielkiego wyboru założyła imperialną suknię ze sklepu Madam Malkin, którą pożyczyła od Pansy. Była szara i delikatnie plisowana. Dziękowała w duchu, że Pansy zdecydowała się na jednoramienny model. W przeciwnym wypadku założenie tej sukni stałoby się niemożliwe. Obserwując siebie w lustrze mruczała pod nosem jak można mieć tak małe piersi. Czasem odczuwała delikatną zazdrość. Pansy miała wszystko, bujną burzę włosów, idealne piersi, zgrabną figurę. Przy niej czuła się jak nic niewarte chuchro.
Przez jeden krótki moment w jej głowie zahuczały słowa Malfoya.
Szybko jednak pokręciła głową odpychając natrętne myśli i skupiła się na upięci włosów.
Kiedy pojawiła się Hermiona w swojej różowej sukni obsypanej setkami falbanek nie mogła wyjść z podziwu. Kątem oka zauważyła, że Potter stoi jak wryty, a Weasley szykuje swoje łapska by wyciągnąć w jej stronę.
Dopiero wtedy zauważyła kto zaprosił Granger na bal. Nie pytała o to wcześniej. Nawet nie interesowała się tym zbytnio. Sama podjęła decyzję w ostatniej chwili i przybyła na bal bez osoby towarzyszącej. Mimo to była szczerze zdumiona gdy Wiktor Krum ucałował roztrzęsioną dłoń Gryfonki i dumnym krokiem powędrował z nią do Wielkiej Sali. Szczerze nie znosiła tego Bułgara, który był zapatrzony w siebie i swoje mięśnie.
- To dziwne, Hermiona i Krum? - zagadnęła.
- Sam jestem zdziwiony. Mówiła, że ktoś już ją zapro.. Dafne.. rety, wyglądasz nieziemsko. - Harry przerwał wpół słowa i zlustrował Greengrass.
W odpowiedzi tylko delikatnie zarumieniła się i skinęła głową.


***


- Możemy zatańczyć?
Dafne uniosła głowę i zmrużyła oczy.
Przed nią wyrósł nie kto inny a sam Blaise Zabini.
Decydując się przyjść na Bal Bożonarodzeniowy spodziewała się, że w końcu będzie musiała się z nim skonfrontować.
Przez moment obserwowała go bez najmniejszego ruchu, kiedy zadziwiając samą siebie w końcu kiwnęła głową.
Blaise z uśmiechem poderwał ją do tańca.
- Dafne...
- Nie. - szybko przerwała. - Chciałeś tylko zatańczyć.
- Tak, ale chcę żebyś wiedziała, że nie robiłem tego pod dyktando Malfoya.
- Nie psuj mi wieczoru. - mocniej zacisnęła palce na jego ramieniu.
- Przepraszam cię. - objął ją ciaśniej w talii i przytulił do swojego ciała.
To była pierwsza chwila kiedy znajdował się tak blisko niej i mógł chłonąć i cieszyć się każdą sekundą spędzoną tuż przy niej. Odurzał się wspaniałymi zapachami jaśminu i werbeny bijącymi od jej ciała, a ciepło sprawiało, że czuł się jak otępiały.
- Wciąż cię uwielbiam, Dafne. - wyszeptał.
- Blaise... ale to.. nie. To jest bezsensu.
- Dlaczego? Przecież sama mówiłaś. - wyszeptał do jej ucha.
Dafne tylko delikatnie wyszarpnęła się z objęć i spojrzała na niego. Nie wiedziała co mu powiedzieć. W odpowiedzi zwiesiła głowę i odeszła.
Kroki skierowała w stronę wieży astronomicznej. Potrzebowała ciszy i spokoju.
Wszędzie tłum rozwrzeszczanych dziewczyn ganiających chłopaków doprowadzał ją powoli do szału. Zaczynała żałować, że zgodziła się tutaj przyjść. Mogła teraz spokojnie siedzieć przy ciepłym kominku i pić mleko cynamonowe. Jak co roku podsunęłaby kubek tacie, aby spił obrzydliwy kożuch tworzący się na powierzchni, a mama zasypałaby ich piernikami z lawendą.
- Cholera jasna. - zaklęła pod nosem. - Durna jestem.
- Potwierdzam, Greengrass. - z mroku wyłonił się Draco czym doprowadził ją prawie do migotania przedsionków. - Co takiego się stało, że w końcu doszłaś do tego wniosku?
- Malfoy, nie drażnij mnie, bo...
- Tak, wiem. Cruciatus. - dokończył za nią.
Nie odpowiedziała.
Pomiędzy nimi zapadła cisza.
Nie ta niezręczna. Nie ta, która krępuje. Całkiem wygodna cisza. A przecież wiadomo, że jest trudniejsza od krzyku. Krzyczeć jest łatwo, każdy to potrafi, lecz osiągnąć ciszę znacznie trudniej. Zwłaszcza tę, która jest czysta.
To znak, że spędza się czas z wyjątkową osobą.
- Dlaczego tu przyszłaś? - oparł się o kamienny mur i zerknął na nią.
- Duszno tam.


Do jej uszu dobiegło tylko ciche mruknięcie, zupełnie niezrozumiałe.
- Zupełnie jak w tych twoich obrazach, które lubisz. - podbródkiem wskazał usiane gwiazdami niebo. Wyglądało jakby było tuż na wyciągnięcie ręki, a każda gwiazda wydawała się być odrębną galaktyką z milionami kolejnych.
Dafne zadarła głowę do góry i utkwiła spojrzenie gdzieś pośród gwiazd.
- Tam jest gwiazdozbiór smoka, prawda?
- Tak. - mruknął i spojrzał w tym samym kierunku. - Zdeptany przez Herkulesa.
- Nie rozumiem. - spojrzała na niego zaciekawiona. - Kto to jest Herkules?
- Taka przemądrzała i zarozumiała, a nie wiesz kim był Herkules? - energicznie pokręciła głową, a kilka loków wypadło z misternie upiętej fryzury.
- Jest taka legenda. W sumie mit. Kiedy starożytni Grecy wierzyli, że rządzi nimi gromowładny Zeus myśleli, że mieszka on na wielkiej górze Olimp. Wierzyli też w piękny ogród, w którym znajdowały się złote jabłka. Herkules za karę miał wykonać dwanaście ciężki, niemożliwych dla człowieka prac. Jedną z nich było wykradzenie złotych jabłek z ogrodu Hesperydy. Tyle, że cała frajda polegała na tym, że wszystkiego strzegł Ladon, potężny smok. Kiedy został zabity, Hera cierpiała nad jego stratą i dla uczczenia pamięci postanowiła umieścić go na niebie by móc cały czas go obserwować. Stąd też i Herkules. - wskazał dłonią gwiazdozbiór. - Nachodzi na smoka. Symbol wygranej.


- Oszukujesz mnie teraz. - wsparła brodę na dłoni i przyjrzała się mu.
- Nie. Ty lubisz oglądać te obrazy dziwnie męczące, a ja lubię historię.
- Historię?
- Nie tę mugolską oczywiście. Jest nudna. Dopiero gdy czarodzieje maczają w niej swoje różdżki staje się taka... hmm...
- Magiczna?
- Trochę groteskowo to zabrzmiało. - roześmiał się. - A w ogóle wiedziałaś, że było wielu czarodziei wśród mugoli? Na przykład taka królowa Wiktoria Hanowerska. Czarownica jak w mordę strzelił. To stara czystokrwista konserwatystka. Pieprzyła o jakiś konwenansach społecznych, a wszystko po cichu załatwiała magią. Słynęła z częstego używania imperiusa. Dlatego nad Imperium Brytyjskim „słońce nigdy nie zachodziło”.

Dafne patrzyła na niego z zafascynowaniem i słuchała o rzeczach, o których nie miała pojęcia. Ani w na lekcjach nudnego Binnsa, ani też w szkolnych podręcznikach nie znalazła by tak ciekawych rzeczy. Z ogromnym zdziwieniem obserwowała i go i zastanawiała się skąd tyle wiedział.
- Wojna dwóch róż też opierała się na magii.
- Dwóch róż?
- Mhm. - kiwnął głową. - Lancasterowie i Yorkowie bili się o tron. Ci pierwsi mają w herbie czerwoną różę, a drudzy białą. Stąd taka nazwa. Siekli się równo przez trzydzieści lat. W ostatecznej bitwie, niedaleko Nottingham, specjalnie Henryk Tudor zaciągnął wszystkich na odległe polany, kilka zaklęć niewybaczalnych, parę maskujących i tron należał do niego.
- Ale która róża wygrała?
- Czerwona. Był spokrewniony z Lancasterami, ale i tak zapoczątkował nową dynastię Tudorów. Cała jego rodzina to czarodzieje czystej krwi, bo jeśli chodzi o Wiktorię Hanowerską, ona pochodzi z Niemiec, wzięła ślub z jakimś mugolakiem. Dlatego ukrywała się. W pałacu królewskim oprócz kilku jej dworek nie było nikogo więcej kto parał się magią. Tudorowie rzucali zaklęciami na lewo i prawo.
- Myślisz, że my też przeżyjemy jakąś wojnę? - zadrżała. Draco pomyślał, że zwyczajnie zmarzła i zarzucił na jej ramiona własną marynarkę wprowadzając w ją jeszcze większe zdumienie.
- Na pewno. Już czuć jej smak.
Przymknęła oczy i chłonęła zapach jego marynarki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz