Zdziwiła się, że ktoś o tej porze włóczy się po lesie. W dodatku na zewnątrz wiatr wył, usilnie próbując dostać się do środka przez niezbyt szczelne okna.
Mieszkała z dala od miasta. W zasadzie z dala od wszystkiego.
Tę nieszczęsną chatę znalazła w lesie niedaleko GraceHill w Północnej Irlandii. Zgodziła się zamieszkać tu ze względu na spokój, bezpieczną odległość od Ottery St. Catchpole, gdzie mieszkają Weasleyowie. Poza tym w sąsiedztwie znajdował się Mroczny Szapler i to głównie ze względu na tę aleję zamieszkała w okolicy. Codziennie wieczorem, gdy pogoda pozwalała, spacerowała bukową aleją i żyła w świecie marzeń. Zwłaszcza teraz gdy za oknami panowała jesień.
Podeszła do drewnianych drzwi, uprzednio opatulając się frotowym ręcznikiem.
- Kto tam? - uchyliła starą, gipiurową firankę i wyjrzała przez małe okienko znajdujące się po lewej stronie wejścia.
- Hermiono, otwieraj szybciej, bo tu marznę!
- Harry! - szybko zwolniła metalowy skobel i pchnęła toporne drzwi. - - Co ty tutaj robisz? - złapała go za rękę i wciągnęła do środka.
Od razu chwycił ją w ramiona i przytulił z całych sił.
- Ale stęskniłem się za tobą. - pogładził ją po włosach.
- Co ty tu robisz? - odsunęła go od siebie i spojrzała mu w oczy.
- Byłem w okolicy i miałbym cię nie odwiedzić?
- Chodź do kuchni, zaparzę ci zielonej herbaty, bo wyglądasz koszmarnie. Musiałeś porządnie przemarznąć.
Wyciągnęła duży bochen chleba pszennego i odkroiła trzy porządne pajdy. Na starej ceramicznej płycie odciągnęła na bok żeliwne fajerki i pogrzebaczem rozgarnęła palenisko. Z wiklinowego koszyka wygrzebała dwie solidne szczapy drzewa i wrzuciła je do pieca. Fajerki odgarnęła na swoje miejsce i postawiła na nich garnek, do którego wlała do połowy mleka.
- Zrobię ci słodkie mleko. Od razu się rozgrzejesz. - posłała mu pełen troski uśmiech i wróciła do szykowania posiłku. - Nie spodziewałam się, że przyjdziesz. Naprawdę mnie zaskoczyłeś. - do mleka wsypała łyżeczkę cynamonu i dużą łyżkę cukru trzcinowego. - Co się stało, że znalazłeś się w tej okolicy?
- Nic. - wzruszył ramionami. - Po prostu miałem ochotę cię zobaczyć. I o to jestem. - wyszczerzył do niej zęby. - Najzwyczajniej w świecie stęskniłem się za tobą.
Twarz Hermiony oblał soczysty rumieniec. Nie była przyzwyczajona do tak niecodziennych zachowań ze strony Harry'ego. By ukryć rumiane policzki pochyliła się nad chlebem i zaczęła go smarować masłem.
- Myślałem, że spodoba ci się moja niespodzianka. Ale chyba nie jesteś zachwycona.
- Nie, nie. Wszystko jest w porządku. - podała mu słodziutkie mleko w aluminiowym kubku i chleb z pasztetem grzybowym. - Jestem zaskoczona i to bardzo. To miła niespodzianka. Ale teraz jedz.
- Maaaa! Masz rację, jestem potwornie głodny.
Nim się obejrzał wszystkie trzy kromki wciągnął na raz, a mleko, choć gorące, wypił duszkiem.
- Pyszne! - mlasnął i rękawem wytarł mleczne wąsy. - Nadal gotujesz smacznie to mleko. Nic się w Tobie nie zmieniło. Wciąż mądra, piękna i potrafisz wyczarować cuda.
- Harry, zawstydzasz mnie. - Hermiona podniosła się i zaparzyła dzbanek herbaty pomarańczowej, a do tego ukroiła dwa wielkie kawałki jabłecznika.
Oboje przeszli do pokoju, który pełnił funkcję salonu w tej chatce. Pomieszczenie było niskie, a światło z małej lampki dawało poczucie, że pokój jest mniejszy niż w rzeczywistości. Mimo tego był bardzo przytulny. W rogu, w maleńkim kominku wesoło trzaskał ogień i ogrzewał całą chatkę.
Hermiona usiadła na kanapie i okryła stopy bawełnianym kocem w kratę. Ściągnęła rękawy szlafroka i objęła dłońmi cieplutki kubek z herbatą.
- To słucham, opowiadaj.
Harry wyciągnął się leniwie na kanapie, tuż obok niej i sapnął.
- Nie ma co opowiadać. Pałętam się to tu i tam. Zwolenników Voldemorta ubywa i pracy co raz mniej. Zrobiłem sobie motor, taki sam jak miał mój ojciec i Syriusz. Podróżuję na nim. Jakoś nie umiem znaleźć sobie miejsca, dlatego pomyślałem, że cię odwiedzę. Wiesz, brzmi to trochę egoistycznie, ale..
- Nie, cieszę się, że przyjechałeś do mnie. Tak dawno cię nie widziałam. - uśmiechnęła się nieśmiało i nieco przybliżyła do niego. - Ciągle siedzę tu sama i przyda mi się twoje towarzystwo.
- Cały czas sama tutaj jesteś? - podniósł brew.
- Tak, wiesz.. odkąd rozstałam się z Ronem, jakoś nie mam ochoty na spotkania czy nawet na rozmowy telefoniczne. Wiem, że Ginny próbowała się ze mną skontaktować, ale nawet z nią nie mam ochoty rozmawiać.
- Oj, Hermiona, Hermiona... - objął ją ramieniem i przygarnął do swojej piersi. - Nie możesz wiecznie się ukrywać. To mija się z celem. Żyjesz po to, żeby korzystać ze wszystkiego, a nie chować się gdzieś w lesie.
- Tak, wiem... - wtuliła się w niego i jedną dłoń położyła na jego piersi. - Ale ja go naprawdę kochałam i teraz jest tak, że każdego mężczyznę porównuję do tego idioty.
Harry delikatnie zaczął głaskać ją po włosach. Hermiona poczuła jak ziemny dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie i zagnieździł się w lędźwiach. Zmarszczyła brwi czując się winna swoich uczuć.
- Uważam, że powinnaś rzucić to w cholerę i wrócić do Londynu. Wy, kobiety, nie macie czegoś takiego, że musicie pokazać swoim byłym co stracili? - na te słowa Hermiona szczerze roześmiała się i puknęła go w głowę.
- Nie każda. Ja na przykład nie muszę. Grunt, że ja wiem, że jest idiotą i pozwolił sobie na rezygnację ze mnie.
- Ja też tak uważam. Odtrącić taką kobietę jak ty, to trzeba być naprawdę wielkim idiotom.
Na jej policzkach znów pojawił się rumieniec, a nieznośnie uczucie w lędźwiach przybrało na sile. Próbowała karcić się za to w duchu, ale wszystko na marne. Brakowało jej mężczyzny.
Mężczyzny silnego i mądrego. Takiego jak Harry. Który mógłby otoczyć ją swoim ramieniem i zamknąć w silnym uścisku. W końcu mogłaby poczuć się bezpiecznie, a co najważniejsze doceniona. Harry zawsze był pełen podziwu dla jej urody i bystrości.
Spojrzała na jego twarz i zauważyła, że musiał dawno się nie golić. Twarz miał porośniętą kilkudniowym zarostem. Aż nabrała ochoty, aby przyłożyć policzek do jego brody i poczuć tę miłą szorstkość.
Jednak zdobyła się tylko na delikatnie pogładzenie jego policzków swoimi palcami.
- Hmm? Co tak sprawdzasz? Moją brodę? - spojrzał w dół.
- Tak... lubię jak mężczyzna ma zarost. - zorientowała się, że ma lekko zachrypnięty głos. - Harry?
- Tak?
Nie odpowiedziała.
Odrzuciła koc i usiadła na jego kolanach. Zmarszczyła brwi i chwilę wpatrywała się w jego zielone oczy, które teraz ukazywały jego zaskoczenie.
- Przepraszam... - szepnęła i swoje rozpalone usta przyłożyła do jego warg. Przez chwilę bała się.
Bała się, że nagle ją odtrąci i zrzuci z siebie, a potem zacznie krzyczeć jaką jest idiotką.
Ale nic takiego się nie stało.
Delikatnie chwycił ją w pasie i wsunął język w jej usta.
Zachęcona Hermiona mimowolnie objęła go za szyję i pozwoliła ponieść się emocjom. Wplotła palce w jego włosy i z całych sił zacisnęła je gdy poczuła jak usta Harry'ego błądzą po jej szyi. Nawet nie zauważyła kiedy wsunął swoje ręce pod szlafrok i zimnymi dłońmi pieścił plecy. Jej ciało było rozgrzane, a chłód bijący od niego sprawiał, że czuła jakby wbiją w nią szpilki.
- Harry, zostań ze mną... - jęknęła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz