- Jak to? - odwróciła się przodem do niego uderzając nosem w jego podbródek. - Przepraszam..
- Na dole jest bal. - wsunął dłoń pod marynarkę i objął ją w tali przyciągając na odpowiednią odległość. - Wszyscy tańczą. Słychać muzykę dobiegającą z Wielkiej Sali. Noc powoli kończy się, miejmy też jakieś miłe wspomnienia, w końcu to Bal Bożonarodzeniowy.
Patrzyła na niego zupełnie zaskoczona. Jednak pozwoliła objąć się szczelniej i podała mu dłoń.
- Więc prowadź mnie. Niech cały świat mi chociaż raz zazdrości. - wyszeptała i oparła podbródek o jego ramię. - Prowadź mnie...
Nigdy jeszcze nie byli tak blisko.
Nigdy tak świadomie.
To, że niósł ją spojoną eliksirem słodkiego snu nie liczyło się.
Ani to, że przygwoździł ją w porywie gniewu.
Liczyło się tu i teraz. Kiedy delikatnie przesunął dłoń z jej talii na plecy i kciukiem kreślił nieokreślone wzory, wywołując dreszcze pędzące wzdłuż kręgosłupa.
Starał się nie zwracać uwagi na jej ciepły oddech, który owionął jego szyję. Niepewnie przycisnął ją do swej piersi i nieco mocniej zakołysał z nią.
- Po co ci te ohydne rękawiczki? - przerwał ciszę obserwując jej dłonie ukryte w długich, szarych rękawiczkach.
- Po prostu lubię.
- Ale długie rękawiczki bardziej pasują kobietom w wieku mojej matki, a nie nastoletniej czarownicy.
- Po prostu lubię. - powtórzyła nie otwierając oczu. - Malfoy?
- Tak? - wymruczał cicho by nie zagłuszyć muzyki.
- Dlaczego tak bardzo mnie nie znosisz, a teraz tańczysz ze mną? - podniosła głowę i spojrzała na niego.
Draco na chwilę zatrzymał się. Zmarszczył czoło i przez moment uważnie obserwował ją. Analizował każdy kawałek jej twarzy kiedy nagle lekko uśmiechnął się.
- Masz to, na co godzisz się. Dafne, to nie tak, że ja cię nie znoszę. Po prostu różnimy się. Mamy zbyt różne charaktery i cele.
- Jakie są twoje cele?
Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć jednak zamarł. Zatrzymał się, a jego dłonie przestały błądzić po jej plecach. Patrzył na jej malinowe, zachęcające usta i przerażony ich bliskością nie był w stanie nic z siebie wydusić. Nie potrafił nawet na moment skupić się na tym co miałby jej powiedzieć.
Nie mógł się zdradzić.
- Nie dziś, Greengrass. - delikatnie ją okręcił aby oderwać spojrzenie od tych ust.
Delikatnie kołysali się w takt muzyki dobiegającej z dołu.
Trwali tak jeszcze przez kolejne dwie piosenki, dopóki Fatalne Jędze nie zaczęły grać skocznych melodii.
Już miała go puścić kiedy objął ją i schował w swoich ramionach.
Był tak nieprzewidywalny.
Jeszcze rano groził jej i obrażał się.
A teraz zaciska w ramionach jakby należała tylko do niego.
- Jeszcze nikt nigdy tak ze mną nie tańczył, ani nawet nie patrzył na mnie w ten sposób... - wyszeptała.
- Wiem, Dafne. - odgarnął z jej oczu włosy i utkwił w nich spojrzenie. - Wiem też, że zrozumiałaś, więc teraz pocałuj mnie.
Zamarła.
Cała stężała i struchlała.
Wiedziała, że zbłądziła, ale żeby aż tak?
Nie do końca pewna tego co usłyszała zamrugała oczami. Zastanawiała się czy to była świadoma zagrywka Malfoya czy to wszystko wpływ emocji.
Z zamyślenia wyrwało ją muśniecie jego ciepłych warg. Całkiem nieświadomie rozchyliła swoje własne, co Draco uznał za zgodę i pogłębił pocałunek. Stwierdziła, że to nie ona teraz kieruje swoim własnym ciałem gdyż ręce same powędrowały ku górze i wplotła je w jego włosy. Pocałunek tak delikatny na początku, stał się bardziej zachłanny i namiętny. Żar gdzieś podsycany wybuchł i sprawił, że poczuli się jak odurzeni.
- Czy teraz cały świat będzie ci zazdrościł? - wyszeptał wprost jej wilgotne usta, a w odpowiedzi otrzymał niezrozumiałe mruczenie.
- Tak, Draco... myślę, że tak. - spuściła głowę by ukryć swoje zarumienione policzki i czerwone usta.
Wyczuł jej wstyd.
Mocniej przyciągnął ją do własnej piersi i upajał się zapachem. Słodkim zapachem truskawek. Na myśl przywiodło mu się krótkie wspomnienie z dzieciństwa, kiedy w kącie ogrodu znalazł kilka małych kępek truskawek Narcyzy. Pokusa była silniejsza od zakazu matki. Zerwał je i zaszyty w rogu wpychał jedną po drugiej do buzi. Do dziś pamięta ich niesamowity smak i świeży rześki zapach.
Tak jakby to był zapach Dafne.
Już dawno tak dobrze się nie czuł.
I nigdy w jej towarzystwie.
Swobodnie i całkiem naturalnie.
Na powrót objęła go za szyję i ucałowała w policzek, sprawiając, że mimo woli cicho zamruczał.
- Naprawdę powinnaś przestać nosić te paskudne rękawiczki.
Do jego uszu dobiegł jej cichy śmiech.
Chyba nigdy go nie słyszał.
- Nie. - nagle odepchnęła go nie podnosząc wzroku. - Jesteś dupkiem, Malfoy. Aroganckim, chamskim, bezczelnym, bezdusznym, cynicznym, egoistycznym, bezczelny, zakłamanym, pewnym siebie i podłym dupkiem. I narcystycznym! Czego chcesz tym razem? - obrzuciła go gniewnym spojrzeniem.
- Odbiło ci? Zgłupiałaś?
- Tak, już prawie dałam się nabrać!
- Nabrać?
- Nie udawaj idioty, oboje wiemy o co ci chodzi. Nie tym razem, Malfoy.
- Rety, chodzi ci o tego całusa? Masz chłopaka? Nie wydaje mi się, bo nigdy żadnego nie widziałem. No chyba, że przystałaś na propozycję Blaise'a, co byłoby totalnie nie mądre z twojej strony. A wierzę, że inteligentna z ciebie dziewczynka.
- Nie nazywaj mnie dziewczynką.
- Inteligentną dziewczynką? To dla ciebie obelga?
- Dla swojego dobra, Malfoy, natychmiast przestań.
- A co? Taka słodka dziewczynka rzuci na mnie upiorogacka, żebym w końcu zaczął się jej bać? Nawet nie masz różdżki przy sobie.
- Nie żyjesz, dupku.
Chciała rzucić się na niego z piękną wizją wydrapania oczu i wypełnieniem pustych oczodołów solą, kiedy chwycił ją za ręce i delikatnie wykręcił.
- To ja jestem tym silniejszym. Zapamiętaj. - wyszeptał do jej ucha chuchając w nie parzącym, suchym oddechem. Dzikie dreszcze wróciły i nieznośnie zagnieździły się w lędźwiach. Choć nie widziała tego to doskonale wyczuła jak oblizał usta, pozbywając się kilku jej blond kosmyków z ust.
- I ściągnij wreszcie te ohydne rękawiczki, Dafne.


