środa, 10 czerwca 2015

Drafne XI - Magnolia



W całej szkole głośno huczało. Wszędzie przewijali się nie tylko uczniowie Hogwartu, ale też Durmstrangu i Beauxbatons, którzy zjawili się do zamku w związku z Turniejem Trójmagicznym.

Jednak hałas nie był związany z ilością uczniów, a po prostu z nadchodzącym Balem Bożonarodzeniowym. 
Wszystkie dziewczęta zbijały się w grupki i wesoło szczebiotały o najmodniejszych kreacjach i fryzurach. Odrzucały włosy za siebie opisując to jak wymyślnie będą upięte.
Jednak Dafne w nosie miała ten bal i siedziała sama na końcu stołu Slytherinu. Co rusz wciskając do ust zbożowe batoniki pisała esej z Historii Magii dla profesora Binnsa na temat buntu goblinów w XVIII wieku. Przed sobą miała rozłożony podręcznik do Historii Magii autorstwa Bathildy Bagshot. Pożyczyła też notatki od Hermiony i Teodora mając nadzieję, że oni zanotowali więcej niż ona sama. Binns w tym roku był nieznośny. Co tydzień zadawał im ten sam esej do napisania. Dafne rwała włosy z głowy, bo nie miała już o czym pisać. Wydawało się jej, że zawarła wszystkie możliwe informacje. 
Irytacja była większa gdy uświadamiała sobie po raz kolejny, że esej miał być na trzy stopy pergameńskie.
- Co za podły dzień. - odrzuciła od siebie bażancie pióro. - Mam dość. Binns dosłownie oszalał. - przetarła oczy i ciężko westchnęła. W oddali usłyszała szkolny dzwon, który właśnie bił na siedemnastą. To jej przypomniało co sprawiło, że włosy naelektryzowało się ze złości. - Malfoy. - zaklęła pod nosem i szybkim ruchem wrzuciła wszystko do lnianej torby.

Całkowicie zapomniała o tym i kolejny raz tego dnia była spóźniona. Wrzuciła jeszcze do kieszeni szkolnej peleryny kilka batoników i pognała do lochów. 
Po drodze niechcący potrąciła jakiegoś Puchona, za co go serdecznie przeprosiła okręcając się wokół własnej osi. 
Do klasy wpadła zdyszana i z wielką ulgą stwierdziła, że Draco jeszcze nie raczył się zjawić.
W głębi ducha uznała, że wolałaby sama sporządzić ten eliksir i przyznać się przed Snapem, że zrobiła go wspólnie z Malfoyem. Nie miała ochoty go widzieć. Drażnił ją na każdym kroku. 
Nawet samo wspomnieniem sprawiało, że jeżyły jej się wszystkie włosy ze złości. Dodatkowo to co zrobił razem z Blaisem całkowicie skreśliło go w jej oczach. Jednak gdzieś tam w środku, gdy go widziała, coś wywiercało jej dziurę w brzuchu. Nie mogła nie zgodzić się z tym, że jest przystojny. Wianuszek otaczających go dziewcząt był tego najlepszym dowodem. Podobał się wielu i niechętnie się przyznawała do tego, ale jej też. Szczególnie uwielbiała jego oczy. Ich kolor kojarzył się z chłodem i potężnym wilkiem. Z zajęć wróżbiarstwa wiedziała, że wilk symbolizował ciemność, agresję, drapieżność i zniszczenie, czyli wszystko to z czym utożsamiała Draco. Wiedziała też, że ujrzenie we śnie wilka oznacza wewnętrzną walkę z namiętnościami, co było świetnym odzwierciedleniem tego co działo się w jej duszy. Umysł i serce wyraźnie podpowiadało jej, że jest podłym człowiekiem o egoistycznych zamiarach, ale coś sprawiało, że ciągnęło ją do niego.
- O czym tak myślisz? - szepnął jej do ucha.
Zamyślona nawet nie usłyszała kiedy wszedł do sali lekcyjnej i zbliżył się niebezpiecznie blisko. Delikatnie odgarnął jej blond włosy i wyszeptał w taki sposób, że dreszcze niczym stado guźców przebiegło wzdłuż jej kręgosłupa, a na policzkach pojawiły się niezdrowe rumieńce.
Szybko zerwała się na równe nogi i wytknęła palec w jego stronę.
- Nie powinno Cię to interesować, a po drugie nigdy więcej tak nie rób! - wyjąkała. - A w ogóle to jesteś spóźniony. Znowu!
- Daj spokój, Greengrass. Mamy czas. - złożył ręce na piersi i nonszalancko oparł się o ławkę.
- Może ty go masz. Ja muszę dokończyć esej dla Binnsa i nauczyć się n...
- Dlaczego tak się rumienisz? - przerwał jej.
- Nie interesuj się. Lepiej przynieś składniki. - szybko odwróciła się by nie zauważył jej zmieszania i chwyciła podręcznik z listą. Spanikowana gorączkowo myślała co się z nią dzieje. Nigdy tak nie reagowała na jego obecność. - Potrzebujemy muchy siatkoskrzydłe, bezoar, dwa rogi dwurożca i kieł węża. - wydukała szeptem. - Przynieś to wszystko, a ja przygotuje kociołek.
Draco tylko uśmiechnął się pod nosem i wcisnął ręce w kieszenie spodni po czym poszedł do szkolnego magazynu Snape'a po składniki. 
Dafne zirytowana swoimi myślami i zachowaniem wyciągnęła cynowy kociołek i wznieciła ogień pod nim. Dokładnie odmierzyła litr wody i wsypała kilka dekagramów standardowych ziół. 
- Malfoy! Masz te składniki?! - zawołała do niego.
- Tak, wszystko to o co prosiłaś. - znów ją zaskoczył i szeptał do jej ucha.
Dafne podskoczyła jak poparzona i chochlą trąciła kociołek rozlewając wodę dookoła. 
- Niezdara. - mruknął z uśmiechem.
- Chyba wyraźnie o coś cię prosiłam. - warknęła na niego przez zaciśnięte zęby wstydząc się, że podobało się jej gdy tak zakradał się i szeptał do jej ucha. - Wszystko przez Ciebie si...
- Jak zwykle przeze mnie. - znów uśmiechnął się i poczuła jak kolana jej miękną. 
- Cholera... - zaklęła cicho. - Posprzątaj to. - rzuciła w niego szmatką, którą znalazła pod ławką.
Gdy Draco wycierał wszystko dookoła mając na twarzy wciąż ten podstępny uśmiech, ona jeszcze raz przygotowała wszystko co było potrzebne do eliksiru.
Całkowicie skupiła się na ważeniu i zapomniała o obecności Malfoya. Włosy spięła w wysoki kucyk i zdjęła swój ulubiony sweterek, który kupiła w sklepie Gladrag na pokątnej. W pełnym skupieniu dodawała odmierzone składniki i starannie mieszała chochlą zawartość kociołka.
Malfoy tylko stał z boku i uważnie obserwował ją.
Kiedy była wściekła jej błękitne oczy ciemniały i stawały się tajemnicze. Teraz były szeroko otwarte i w pełni skupione. Podobało mu się to, że poświęcała się w całości temu co robiła. Nie każdy miał tę umiejętność. 
Zauważył, że niesforny kosmyk włosów wyślizgnął się z kucyka i drażnił ją w nos odtrącając jej uwagę od eliksiru. Całkiem instynktownie, bez świadomości zaczesał go za ucho.
- Co ty robisz? - odtrąciła jego rękę. - Nie dotykaj mnie. Ile razy mam ci to powtarzać.
- Hmmm? - mruknął zupełnie zaskoczony.
- Mówiłam ci, że masz mnie nie dotykać.
- Rety, Greengrass. Nie bądź taką cnotką. 
- Nie jestem! - czerwień na jej twarzy rozlała się aż po cebulki włosów, a Draco cicho się zaśmiał.
- Przyznaj się, tak szczerze, podobam ci się. Zresztą, o co ja pytam. Przecież to oczywiste.
- Chyba na głowę upadłeś jak schodziłeś po schodach do lochów. Stuknij się w ten zakuty łeb. 
Dafne odwróciła się z powrotem w stronę kociołka i wrzuciła resztę much po czym trzy razy zamieszała zgodnie z ruchami wskazówek zegara.
- Widać to w twoich oczach, Greengrass.
- A żądzę mordu też tam widzisz? - prychnęła i zapominając się upiła łyk eliksiru sprawdzając jego smak. - Cholera... - jęknęła.
- A jednak nie jesteś taka mądra. - zaśmiał się i szybko chwycił ją nim upadła na posadzkę.
Podniósł ją, a ona nieświadoma przylgnęła do jego piersi. - No ładnie, teraz robisz ze mnie niańkę. - westchnął i ruszył z nią do pokoju wspólnego Ślizgonów.
Czuł się nieswojo kiedy tak upojona eliksirem słodkiego snu tuliła się do niego i cicho mruczała. Nie ukrywał, że spodobało mu się, ale nie był zachwycony ciekawskimi spojrzeniami reszty uczniów.
Pod ścianą wyszeptał hasło, a gdy ukazało się przejście wszedł do salonu i delikatnie położył ją na kanapie. 
Sam nie wiedząc czemu to robi zdjął swoją czarną marynarkę i okrył ją.
Przez chwilę klęczał przy niej i obserwował jej twarz z uśmiechem. 
- Śpij dobrze, Greengrass. - poprawił jej poduszkę i wrócił do sali lekcyjnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz