środa, 10 czerwca 2015

Drafne X - Magnolia



- Czym jesteś? - Hermiona wesoło zaszczebiotała i odrzucając włosy do tyłu dosiadła się do Dafne.
- Emm... Ślizgonką. Tak, Ślizgonką. - zupełnie zaskoczona Greengrass uśmiechnęła się niepewnie. 
- To chyba oczywiste. Przecież tiara przydzieliła cię do domu Salazara, więc nie powinnaś mieć wątpliwości. 
- Nie, to nie o to chodzi. Znaczy zastanawiała się nad przydzieleniem mnie do Ravenclaw, ale jednak Slytherin. Wiesz co, przyłożyłam Malfoyowi. - uśmiechnęła się promiennie, a przy duża czapka zsunęła się na jej oczy.
- Serio?! To świetnie! Sama w zeszłym roku zdzieliłam go. Chętnie bym znowu rozkwasiła mu ten jego zadarty, beznadziejny nos. - Swoją drogą, Dafne, gdzie ty posiałaś kurtkę? Byłaś w Hogsmeade w samej bluzie?
- Zapomniałam zabrać z baru.
- Jesteś stuknięta. 

W odpowiedzi Dafne tylko uśmiechnęła się niemrawo starając się, żeby wyszło choć odrobinę szczerze. Nie chciała zdradzać Hermionie swojego sekretu. Bała się co by pomyślała o niej. Przecież tylko Śmierciożercy mogą tak bezkarnie używać zaklęć niewybaczalnych. Granger mogłaby wyrobić sobie złą opinię. Poza tym dobrze wiedziała, że Gryfonka jest przeciwna wszelkim zaklęciom niewybaczalnym i nawet gdyby użył go Potter miała by do niego ogromny żal. A do tego wszystkiego dochodziła ta nieznośna ulga. Wiedziała, że te emocje były złe, ale teraz rozpierała ją duma i szczęście. 
- Wiesz, chodź do Wielkiej Sali. Napijemy się ciepłego soku dyniowego. Już mi palce zamarzają.

<<<***>>>

Draco wyznawał jedną zasadę. Co by się nie działo nigdy nie biegnie. No, może wyjątkiem byłaby apokalipsa zagorzałych fanek wielbiących jego blade lico, ale nigdy, prze nigdy, nie biegał. Nawet gdy był spóźniony, tak jak teraz. Zmierzał w stronę lochów na zajęcia z eliksirów i cicho gwizdał melodię znaną tylko jemu. Nie martwił się spóźnieniem, bo Snape zawsze traktował go ulgowo w porównaniu do reszty. A poza tym dodatkowo był jego chrześniakiem co dawało mu parę ekstra przywilejów.
Za rogiem skręcił w prawo, a z zamyślenia wyrwały go zbliżające się szybkie kroki. Odkręcił się zadowolony z siebie, a mina natychmiast mu zrzedła.
Ku niemu nadciągała Dafne Greengrass.
Nadciągała to chyba złe słowo, pędziła rozwścieczona niczym gazele, gotowa rozdeptać go jeśli znajdzie się na drodze jej życia. Instynkt samozachowawczy podpowiedział mu aby szybko odskoczyć.
- Greengrass! Gdzie tak pędzisz? - zachichotał.
- Niestety, z rozpaczą muszę stwierdzić, że w to samo miejsce co ty, kretynie. - żachnęła się.
- Od razu kretynie, trochę uprzejmości, Greengrass.

Na te słowa Dafne stanęła jak wryta i odwróciła się na pięcie. Przez moment lustrowała go, a potem niebezpiecznie blisko podeszła.

- Trochę uprzejmości? Czy ty właśnie wymagasz ode mnie uprzejmości?! - Draco zaobserwował, że jej nozdrza zaczęły niebezpiecznie drgać. Już nauczył się, że było to objawem zbliżającego się napadu agresji, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu. Zawsze go to bawiło.
- Wyzwałaś mnie, a ja tylko grzecznie zapytałem gdzie idziesz. - wywrócił oczami.
- Malfoy, zrób mi przysługę i przestań się odzywać do mnie, bo twój głos szalenie mnie drażni. - z wielkim trudem opanowała swoje emocje i zwróciła się w stronę klasy.

Akurat profesor Snape notował coś na wielkiej tablicy i nie był zbytnio zainteresowany drzwiami wejściowymi do sali zajęć. Korzystając z okazji bezszelestnie wślizgnęła się do klasy i zajęła wolne miejsce obok Pansy Parkinson. Zadowolona z siebie odrzuciła włosy i szybko wyczarowała ogień pod swoim kociołkiem, akurat wtedy drzwi otworzyły się z dość irytującym hukiem oznajmiając wszystkim, że Draco Malfoy właśnie raczył przyprowadzić swoje nieziemsko przystojne ciało na zajęcia.

- Witam, panie Malfoy. Cieszymy się, że zaszczycił nas pan swoją obecnością. Nie mogliśmy się doczekać pańskiej wizyty. - Snape obrzucił go swoim pogardliwym wzorkiem i wskazał wolne miejsce w ławce. 
- Przepraszam profesorze, rozmawiałem z profesor McGonagall.
- Takie bzdety proszę zachować dla swoich przyjaciół. A teraz siadaj. - swoje ciemne oczy utkwił w Dafne, a ta poczuła jak nagle zimny pot oblewa jej ciało. - Za karę, oboje wykonacie eliksir słodkiego snu, który omówiłem na początku lekcji. Ma być gotowy na jutro. To tyczy się również ciebie, panno Greengrass. Nie toleruję spóźnialstwa, ani oszustwa.
- Przepraszam profesorze. - bąknęła cicho pod nosem.

Draco zerknął w jej stronę. Zauważył, że nie była zachwycona szlabanem od Snape'a. Wsparł brodę na dłoni i obserwował ją. Kartkowała podręcznik i przeglądała notatki od Milicenty. Była zła, mógł to ocenić po zmarszczonym nosie i ściągniętych brwiach. Nerwowo odrzucała wpadające do oczu kosmyki i przygryzała dolną wargę. 
Uśmiechnął się sam do siebie

Na ławce obok podręcznika Dafne pojawiła się mała wymięta karteczka. 
„Widzimy się dziś w tej sali o 17:00.
D. Malfoy”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz