środa, 10 czerwca 2015

Drafne IX - Magnolia



„Lie all over me, like Rita Skeeter”


- Nie becz. - powtórzył.
Dafne tylko spojrzała w jego stalowoszare tęczówki. Nie były pełne nienawiści, tak jak zawsze miało to miejsce. Natomiast jej oczy przepełnione były czystą wściekłością i żalem.
- Nie becz? Tylko tyle masz mi do powiedzenia? - wysyczała przez zaciśnięte zęby i starła ostatnie łzy. - Tym razem przeszedłeś sam siebie. - wycelowała w niego różdżkę. - Jesteś taki jak twój ojciec. Jesteś kwintesencją jego starań. - pewnie podeszła do niego i przyłożyła mu różdżkę do gardła. Ku jej zdziwieniu Draco spokojnie stał i nie reagował. Mimo tego, że różdżka wbijająca się w gardło zaczęła go porządnie uwierać.
- Greengrass, posłuchaj. - delikatnie chwycił różdżkę i odsunął ją od grdyki.
- Nawet się nie waż! - wcisnęła mu ją mocniej.
- Cholera, dziewczyno! Uspokój się! - złapał ją za rękę, a niespodziewanie czerwona wiązka światła ugodziła go.
- Nikt ci tu nie pomoże.



Draco padł na śnieg. Całe jego ciało ogarnął paraliż i ból, jakiego nigdy w życiu nie czuł. Zacisnął oczy i zęby, aby nie dać jej tej satysfakcji. Ból był niewyobrażalny. Wił się na śniegu, a niemożliwe do opisania cierpienie wyginało jego ciało w nienaturalny sposób. Nie chciał krzyczeć. Ale utrzymywanie krzyków na wodzach przychodziło mu z coraz większym trudem. Co rusz z jego ust wydobywały się ciche jęki i stęknięcia. Z tego wszystkiego ugryzł się w język i kiedy już nie wytrzymał po okolicy rozniósł się jego wrzask, a z ust wypłynęła krew.
I tak jak pojawiło się, tak wszystko nagle ustało.



Leżał na śniegu z twarzą w kałuży własnej krwi i łapczywie walczył o każdy haust powietrza. Nigdy przedtem czegoś takiego nie czuł. I gdyby nie widział jak jego ciotka rzuca Cruciatusa, nie miałby pojęcia jakim zaklęciem został właśnie potraktowany. W głowie myśli pędziły mu jak szalone stado rozpędzonych guźców. 
Zaimponowałaś mi, Greengrass... - wycharczał głucho i spojrzał w jej stronę, ale pozostało tylko puste miejsce i ślady wydeptane w śniegu.
Szybkim krokiem oddalała się od niego.



<<***>>



- Stary, nie sądziłem, że tak jej odbije. Gdybym wiedział, to nie pisnąłbym nawet.
- Dobra, skończ. Już mnie łeb zaczyna boleć od twojego ględzenia.
Draco padł na kanapę w pokoju wspólnym Ślizgonów i zrzucił ze stóp ciężkie śniegowce. Był naprawdę zmęczony. Porażenie cruciatusem na tyle spięło jego mięśnie, że cały czas czuł odrętwienie i ból przy skurczach. Najgorzej było z lewą nogą. Kiedy Dafne rzuciła klątwę nieświadomie upadł na tę nogę i cały ciężar ciała przygniótł ją. Dodatkowo stłukł kolano, które z każdą chwilą puchło co raz bardziej. 
- Zaczyna cholernie boleć. Masz jeszcze ten eliksir przeciwbólowy? - przetarł spocone czoło. - Mnie się już skończył.
- Zaraz zerknę czy jeszcze coś mam. - Blaise leniwie podniósł się z fotela i poszedł przeszukać dormitorium.



Był wściekły na Malfoya, ale starał się to wszystko ukryć. W końcu byli przyjaciółmi, ale to działało chyba tylko w jedną stronę.
Przez ten cały czas starał się odwieść Dafne od złego myślenia. Pisał listy, romantyczne i te przyjacielskie. Na początku chwalił jej niesamowity umysł, blade ciało i zaborczy charakter. Z czasem ich listowna znajomość przybrała nieco inny charakter. Stało się o wiele bardziej intymnie. Mógł zwierzać się jej ze wszystkiego, ona nie pozostawała mu dłużna i nawiązali niesamowitą więź. 
Oczywiście Draco zniszczył wszystko.
Gdyby tamtego dnia nie wspomniał jej o tym, że wie kto jest nadawcą listów, pewnie potoczyłoby się wszystko inaczej.
Miał jednak nadzieję, że nie jest taka powierzchowna. 
Jak bardzo się pomylił.
A do tego wszystkiego Draco miał to głęboko w poważaniu. Przez niego wszystko szlag trafił, a teraz zwyczajnie się tym nie przejmował. Martwił się tylko o ból.
- Kurwa... - zaklął cicho i z szafki wyjął eliksir przeciwbólowy, który niedawno ważyli na zajęciach u Snape'a.



Nie wiele mogąc zrobić w tej sytuacji dźwignął się z klęczek i wrócił do pokoju wspólnego. Draco leżał na kanapie z zamkniętymi oczami i cicho charczał. W tym momencie miał ochotę rzuć się na niego i stłuc tę jego malfoyowską buźkę. Za wszystkie krzywdy, które wyrządził Dafne. Chwilę walczył ze sobą, ale w końcu uznał, że ona sama świetnie sobie poradziła rzucając zaklęcie niewybaczalne.
Na chwilę jego twarz zasępiła się.
Zmartwił się, że Draco mógłby wspomnieć komu trzeba na temat rzuconej klątwy i Dafne mogłaby mieć sporo problemów.
- Mam ten eliksir. - rzucił w niego zapieczętowaną fiolką. - Draco, wiem, że szczerze jej nie znosisz, ale czy mógłbyś nigdzie nie zgłaszać tego? - spytał, a nadzieja w jego głosie była aż nazbyt wyraźna.
- Może mógłbym. Może nie. - uśmiechnął się złośliwe. - Wiesz, że wszystko ma cenę. 
- Jesteś niemożliwy. Nawet teraz tylko pieniądze ci w głowie?
- Nie, nie. Potrzebuję tylko jednej małej rzeczy.
- Czego chcesz?
- No cóż... - z przyklejonym złośliwym uśmiechem do twarzy skrzyżował ręce na piersi.



<<<***>>>



Siedziała na dziedzińcu pod wielkim zegarem i patrzyła na swoją różdżkę, z której jeszcze przed chwilą leciał czerwony snop światła.. 
W głowie miała niesamowity mętlik. Najpierw Blaise jako tajemniczy wielbiciel, który dziennie wysyłał jej tonę listów pachnących jego wodą toaletową. Dopiero teraz dotarło do niej, że znała ten zapach. I czuła go codziennie na zajęciach. Na moment kąciki jej ust drgnęły w uśmiechu, ale zaraz przypomniała sobie o spisku Blaise'a z Malfoyem. A na koniec crucio.
Zaklęcie niewybaczalne, które sprawiło, że odczuła ulgę. Tak silną, że każdy mięsień był odprężony, jak po najlepszym masażu. 
- Chyba jednak naprawdę tym jestem... - szepnęła do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz