środa, 10 czerwca 2015

Drafne VII - Magnolia



Czas biegł jak opętany. Jeszcze niedawno więzili Syriusza Blacka i świat obserwował jego ucieczkę, a teraz zbliżał się grudzień i Boże Narodzenie. 
Była już na czwartym roku w Hogwarcie i wyjątkowo dobrze go znosiła.
Całe wakacje z dala od szkoły, Malfoya i wszystkich rzeczy z tym związanych, sprawiły, że umysł odpoczął. Ciało nabrało wigoru i w końcu poczuła, że żyje.
Nawet teraz gdy rozpoczęła się szkoła Malfoy stał się w miarę znośny. Nie był zbyt uszczypliwy i rzadko stawał na jej drodze. 
Nie oznacza to, że całkiem zrezygnował z gnębienia jej. Zdarzało się, że rzucił parę niemiłych komentarzy w jej stronę, albo szturchnął niby przypadkiem. 

Cały jej czas pochłonął tajemniczy wielbiciel i Hermiona Granger, która od jakiegoś czasu stała się jej przyjaciółką. Nawet Potter przestał jej przeszkadzać, a stał się nieco bliższy. I tego Malfoy nie mógł znieść najbardziej i na temat Pottera najczęściej dokuczał jej.

Listy od wielbiciela pojawiały się kilka razy dziennie, a w czasie wakacji jeszcze zanim zdążyła odpisać sowa przynosiła kolejny.
Te listy stały się dla niej czymś ważnym. Nie wyobrażała sobie dnia bez choćby jednego słowa od Niego. 
Sama nie wie kiedy stał się jej przyjacielem. Kiedy stał się czymś więcej. 
Najbardziej zaskakiwało ją to kiedy otrzymywała je. Pojawiały się wszędzie, potrafiła je znaleźć na pustym korytarzu damskiej toalety, lub na drodze, którą właśnie szła, a nikt wcześniej nie pojawił się przed nią.
Próbowała się z nim umówić, ale zawsze pisał to samo. 
„Nie zaakceptujesz mnie.”
Wtedy wyobrażała sobie, że to może być jakiś paskudny Puchon przypominający gargulca, albo sklątkę. Jednak nie mógł być aż tak okropny. Raczej pokusiłaby się, że jest niesamowicie nieśmiały. W każdym razie nie potrafiła go rozgryźć.

- Hej, co robisz? - Hermiona dosiadła się do niej przy stole Wielkiej Sali.
- O cześć. - Dafne odsunęła od siebie pergamin i pióro. - Piszę list do Niego. Próbuje mnie namówić, żeby pojechała do Hogsmeade.
- Nie głupi pomysł. Powinnaś jechać z nami. Przynajmniej podpowiesz mi co mogę sprezentować ci na gwiazdkę.
Dafne machnęła tylko ręką i podsunęła w jej stronę miskę pełną żelek owocowych.

- E tam. Nie potrzebuję. - wypełniła buzię słodyczami. - Ja to chyba nawet Astorii nic nie dam, bo mnie drażni niesamowicie ostatnimi czasy. Cały czas mi marudzi na temat Dracona, - wsparła głowę na dłoni. „Czemu go tak nie lubisz? Przecież on nie jest taki zły. Bla bla bla”. Nie dociera do niej, że to on mi żyć nie daję.
- No, a ja nie wierzę, że nazwałaś go po imieniu. - Granger zachichotała.
- Ahh, daj spokój. Nawet śmieć zasługuje na to, żeby nazywać go śmieciem, to znaczy po imieniu.
- Jesteś niemożliwa, Dafne. - Gryfonka śmiała. - Ale mimo wszystko wyjazd do Hogsmeade wyjdzie ci tylko na dobre. Może zaszantażuj go. Wspomnij coś o tym, że pojedziesz, ale tylko pod warunkiem spotkania.
Ślizgonka zamyśliła się na moment i przysunęła do siebie pergamin. Pióro zamoczyła w kałamarzu i szybko niezdarnym pismem napisała kilka słów na temat spotkania. 

- Proszę, proszę. - nad ichgłowami rozległ się dobrze znajomy głos. - Szlama przy stole Slytherinu? Kto by się tego spodziewał.
- Malfoy... wynoś się stąd. - Dafne łypnęła na niego groźnie. Zdziwiła się, bo miała wrażenie, że zaciętość z jego twarzy zniknęła gdzieś. Zamiast niej spostrzegła zmęczenie i strach. Szybko zamrugała oczami, ale w stalowych oczach znów pojawiła się pogarda i gniew.
- Muszę kiedyś ukrócić ci ten język, Greengrass. Jest niepokojąco niewyparzony. 

Na te słowa Dafne uderzyła go w żebra, na tyle mocno by urazić jego męską dumę, ale tak, żeby nie zrobić mu krzywdy.
- Co to? - zdziwiona zatrzymała dłoń na jego boku.
- Zabieraj łapy, Greengrass. - szybko odtrącił jej dłoń.
- To opatrunek? Jesteś ranny?
- Nie interesuj się, rozumiesz? - załapał ją za włosy. - To nie twój zasrany interes. I jedna mała rada. - mocniej szarpnął ją za włosy. - Nigdy więcej nie dotykaj mnie? Dotarło to do twojego zakutego łba.
- Malfoy! Puszczaj ją! 
- Ty, szlamo, nie wtrącaj się. Nie powinno cię tu nawet być. - głośno prychnął i odszedł od nich.
- Delikatny to on nie jest... - Dafne rozmasowywała skórę w miejscu gdzie ją szarpał. 

Wymieniła jeszcze parę zdań z Hermioną, po czym grzecznie ją przeprosiła i poszła do sowiarni. Spieszyła się, bo była ciekawa co jej tym razem odpisze. Miała cichą nadzieję, że zgodzi się. 
Tak bardzo chciała już wiedzieć kim jest.

Wieczorem maleńka sówka cicho zapukała w okna dormitorium.
Dafne od razu wiedziała, że list jest do niej.

„Za trzy dni w trzech miotłach. Czekaj na mnie. xoxo”

Poczuła jak serce ze stresu podlatuje jej do gardła wykonuje potrójne salto, aż w końcu zamienia się z żołądkiem na miejsca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz