„Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć. „
William Golding //
- Rzadko malujesz.
- Hmm? Ahh... tak. To prawda. - Dafne podkurczyła nogi i szczelniej objęła je ramionami. Wyrwana z rozmyślań nad swą marną egzystencją w Hogwarcie nie od razu zwróciła uwagę na pytanie Milicenty. - Nie zawsze mam ochotę. A w zasadzie to brakuje mi czasem takiej weny, czegoś co mnie poruszy.
- Co w ogóle chcesz namalować? - zerknęła na płótno stojące w rogu ich dormitorium. Zionęło od niego bielą. Większa część nie była jeszcze zagospodarowana. Jawiło się tylko parę kwiatów ogrodowych, wymieszanych z polnymi. Nad całością górowała nierozkwitnięta magnolia. Dumnie rzucała cień na kępki kwiatów wyrastające pod nią.
- Szczerze, jeszcze sama nie wiem co to będzie. - zgarbiła się, a blond grzywka opadła na jej duże błękitne oczy. - Zobaczymy na końcu.
- Na końcu? - Milicenta uśmiechnęła się. - Malujesz to już od trzech lat. Nie wygląda by koniec się zbliżał. - w odpowiedzi Dafne tylko wzruszyła ramionami. Nie chciała kontynuować tej rozmowy. Odkąd miała okazję pogadać z Granger czuła, że żadna ze Ślizgonek nie ma w sobie tyle empatii. Jeszcze nigdy nie spotkała osoby tak otwartej i szczodrej w doradzaniu.
Opatuliła swoje stopy ciepłym kocem, który mama wcisnęła jej wraz z powrotem do Hogwartu po świątecznej przerwie. Utkwiła spojrzenie w niedokończonym, rozmazanym obrazie.
Nadszedł czas by właśnie domalować kępkę fioletowych barwinków i kilka bratków mieniących się feerią barw.
Draco wszedł do Pokoju Wspólnego Slytherinu sycząc pod nosem soczyste obelgi. Tuż za nim dreptała rozhisteryzowana Pansy Parkinson.
- Zabiję ją! Zabiję!
- A ja ci w tym pomogę. Ta szlama za to zapłaci. - wtórowała mu.
- Dawaj to, głupia. - wyrwał jej z rąk gazę i podetknął sobie pod nos.
Chwilę temu Hermiona Granger rozbiła mu nos na błoniach. „I tak ten podły hipogryf zostanie zabity, niech ta szmata sobie za dużo nie wyobraża. A tego zapchlonego śmiecia i tak wyrzucą.” - pomyślał rozzłoszczony.
- Nie daruję jej tego. Jak mój ojciec się o tym dowie, zrobi z nią porządek. Głupia szlama.
«***»
Rozsiadł się na kanapie i utkwił wzrok gdzieś w oddali. Potrzebował przerwy. Chciał, żeby ten rok szkolny już się skończył. Parkinson powoli zaczynała działać mu na nerwy. Wszędzie pałętała się pod nogami. Nie dostrzegał żadnych korzyści płynących z tej znajomości. Do tego głupota Crabbe'a i Goyle'a stawała się nie do zniesienia. Czasem zastanawiał się jak można być takim idiotą. Zdarzyło się, że podejrzewał ich o konspirację. Myślał, że jedynie udają kretynów, którzy próbują wdrążyć jakiś szatański plan. Ale pomylił się. Zwyczajnie byli idiotami. Tak samo jak Greengrass. Złościła go. Na samą myśl o niej czuł jak gniew rozrywa go od środka. Ale budziła w nim też inne uczucia, takie o które nigdy siebie nie podejrzewał. Ale starał się szybko je odtrącać. Były zbyt niepokojące. Poza tym, uznał, że za często o niej myśli. Złapał się na tym, że gdy wymyślając kolejny złośliwy żart, wyobrażał sobie jej rumiane policzki od złości. A to działa na niego w dziwny sposób. Zawsze musi wtedy schować się przed wścibskimi spojrzeniami tych dwóch idiotów i Parkinson. Jedynie mógł polegać na Zabinim. Często rozmawiali. Zupełnie niezobowiązująco. Poziom intelektualny Blaise'a i jego bystrość, a także małomówność odpowiadały mu. Nawet nie zauważył kiedy nawiązał z nim więź.
Miał tylko jedną wadę.
Jedną, dużą wadę.
«***»
Leniwie otworzyła jedno oko kiedy poczuła irytujące szarpanie za ramiona. Zarejestrowała, że pochyla się nad nią Milicenta, ale nie mogła wychwycić ani jednego słowa z jej paplaniny.
- Dafne, rusz tyłek. Snape na nas czeka.
- Ale eliksiry dopiero są jutro. - ziewnęła.
- Przespałaś wszystko. Ponoć Syriusz Black wdarł się do Hogwartu i każą nam wszystkim spać w Wielkiej Sali.
W odpowiedzi Dafne tylko zamrugała zaspanymi powiekami. Owinęła ramiona kocem i boso ruszyła za Milicentą. Wychudzoną dłonią przeczesała rozczochrane włosy, aby chociaż trochę wyglądać przyzwoicie. Wiedziała, że obserwują ją dwie osoby.
Draco Malfoy, który czeka tylko aby ją skrytykować i dopiec przy każdej możliwej kolacji.
No i on. Nieznany z imienia i nazwiska wielbiciel.
Machinalnie rozejrzała się po wykrzywionych twarzach Ślizgonów, ale żadna nie zwróciła jej uwagi. Żadna nie była na tyle odstająca od reszty, aby mogła sugerować jej, że to właśnie on jest jej wielbicielem.
Z każdym listem była co raz bardziej rozkojarzona. Nie wiedziała kogo podejrzewać.
Zamyślona przydeptała róg frotowego koca potykając się. W całym tym zamieszaniu przewróciła się na strome schody wychodzące z lochów. Wywołała tym falę oburzenia i jęków.
- Pokraka. - Ślizgonka z szóstego roku obojętnie przeszła obok niej wywracając oczami.
W Wielkiej Sali zignorowała kazania Dumbledore'a i szybko położyła się na swoim wyznaczonym miejscu obok Milicenty. Marzyła o tym odkąd została wybudzona. Schowała się śpiworze i przykryła kocem po sam czubek głowy, mając nadzieję, że stanie się niewidzialna dla reszty przebywających w sali.
Tak jak miała w zwyczaju zaczęła napinać mięśnie przy wdechu i od razu je rozluźniała wydychając zużyte powietrze. Robiła to powoli i starannie, od stóp do głów.
Nauczyła ją tego mama. Zawsze, po tak krótkim ćwiczeniu, robiła się senna. Potem już liczyła tylko wdechy. Nigdy nie udało jej się doliczyć do stu. Przy siedemdziesięciu język plątał się, a myśli uciekały gdzieś daleko.
Tym razem rozproszyło ją szuranie przy śpiworze obok.
- Greengrass, śpisz? - Draco szturchnął ją palcem. Przez moment rozważała, żeby udawać sen, ale wiedziała, że i tak on nie odpuści.
- Tak. I spadaj.
- Daj spokój. Chciałem pogadać. - przysunął się bliżej niej. Był na tyle blisko, że czuła jego naturalny zapach wymieszany z jakimiś kosmetykami. Szybko odwróciła się na przeciwny bok, by uniknąć z nim wzrokowej konfrontacji.
- Idź w cholerę i przekaż Milicencie, że ma przechlapane u mnie za to, że kolaboruje z Tobą.
- Myślałem, że zmądrzałaś. Nawet chciałem cię przeprosić za tamtą sukę, ale dalej jesteś głupia i nic niewarta. Boże, po co ja się staram. - wygramolił się ze śpiwora obok.
- W złym miejscu szukasz przyjaźni, Malfoy. I źle się do tego zabierasz. Wyzwiskami nic nie zdziałasz. Idź lepiej napij się mleka cynamonowego z Potterem. Może on cię polubi. - zakryła się kocem i zaczęła odliczanie na nowo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz