- Co czytasz? - mruknęła, a Hermiona spojrzała na nią zaskoczona.
- Mnie pytasz? - rozejrzała się po sąsiednich ławkach, szukając potencjalnych osób, do których mogła zwrócić się Dafne. W odpowiedzi otrzymała tylko spojrzenie pełne politowania. - Emm... „Magia domowa. Zaklęcia dla czterech kątów”, autorstwa Celesty z Doliny Wodogrzmotów. Czarownica, która stworzyła zaklęcia potrzebne w gospodarstwie domowym.
- Mhm... - Dafne tylko mruknęła i zaczęła stukać palcami w blat biurka. Zirytowana Hermiona zamknęła książkę i spojrzała w Ślizgonce w oczy.
- O co chodzi?
- Ty i Weasley, coś ten? - Hermiona wybałuszyła oczy i zakrztusiła się śliną.
- Nie! To znaczy... jego wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce od herbaty. O co ci chodzi? Czemu w ogóle pytasz o to?
Dafne ciężko westchnęła i opowiedziała Granger o listach i tajemniczym wielbicielu. Wspomniała też o swoich podejrzeniach co do Draco Malfoya. Poczuła, że w końcu może komuś się wygadać, kto oceni sytuację obiektywnie.
Nawet nie zauważyły kiedy zjawiła się pani Prince i groźnym spojrzeniem zakomunikowała, że czas zamykać bibliotekę. Gdy Hermiona próbowała wcisnąć swoje podręczniki do torby, Dafne wstała i poczuła się niezręcznie.
- Wiesz... dzięki za rozmowę. - wymusiła najbardziej szczery uśmiech i zakłopotana podrapała się z tyłu głowy. - Fajnie było tak pogadać.. no... to ten... ja.. ja już pójdę. Na razie! - szybko machnęła ręką i uciekła.
- Dafne, czekaj! - Ślizgonka zatrzymała się w pół kroku. - Każdy taki jest. Ron to głupek, a Malfoy jestem stuprocentowym dupkiem. Ale myślę, że nie warto. - na te słowa Dafne nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się i wyszła z biblioteki.
Malfoy leżał na sofie z głową w dół.
W Pokoju Wspólnym Ślizgonów był sam i obserwował trzaskające polana drzewa w kominku. Językiem macał każdy ząb i z nudów liczył je po kolei.
- Bleee... - mruknął sam do siebie. - Rzygać mi się chce. - wyciągnął z kieszeni szaty pomięty kawałek pergaminu i w dłoniach wygładził go. - Jesteś taki żałosny... „cieszę się, że znów patrzyłem w twe oczy...” bla, bla, blaa...
- Z kim gadasz, Malfoy? - Dafne wsparła łokcie o oparcie skórzanej sofy i szyderczo uśmiechnęła się. - Ze swoim wybujałym ego?
- Zamknij się... - syknął i starał się stłumić w sobie to jak bardzo go przestraszyła, gdy tak cicho zakradła się.
Spojrzała na niego z pogardą i cicho prychnęła. „Dupek” - pomyślała. „Śmierdzący, egoistyczny dupek z wybujałym ego i do tego hipokryta.” Patrzyła mu w oczy, a w myślach obrzucała go najgorszymi inwektywami.
- Nie myśl tyle, bo masz głupią minę. - zarechotał.
- Odwal się, Malfoy.
- Wiesz co, Greengrass. Powiedz mi, co jest w tobie takiego, że on nie może przestać myśleć o tobie? Jesteś szpetna, wychudzona jak szczapa, nie masz piersi, krzywe zęby jak u szczura no i głupsza niż Weasley. A to już nie lada wyczyn. - wrócił do normalnej pozycji siedzącej i skrzyżował ręce na piersi. - Głupia, pusta, zero jakiekolwiek wyczucia, nieokrzesana.
- Już skończyłeś?
- Poniekąd. Mógłbym tak wyliczać bez końca.
- Twoim priorytetem chyba jest irytowanie innych ludzi. Zgadłam? Bo na hobby to już się nie nadaje. Zbyt obsesyjnie o tym myślisz. - kopnęła go w udo by przesunął się i sama usiadła na kanapie obok. - Nie rozumiem. Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym by mnie upokarzać?
- Bo cię nienawidzę. - wstał i udając obrzydzenie strzepał niewidzialny kurz ze spodni w miejscu, w które go kopnęła. - Proste.
Patrzyła tylko jak oddala się w stronę dormitorium i wspomniała słowa Hermiony. „Chyba nie warto...” - pomyślała i poszła do sypialni.
Tracey już cicho chrapała, a Pansy czesała swoje czarne włosy przed lustrem. Dafne tylko w ciszy obserwowała ją i zastanawiała się jak to byłoby być Parkinson. Lubianą przez wszystkich. Adoratorów na pęczki i może przebierać w nich jak w skarpetkach. „Może i wygląda jak mops, ale jest ładna. Nie ma krzywych zębów jak szczur... „ - westchnęła

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz