"Tam, gdzie mieszkasz już biało od śniegu,
Szklą się lodem jeziora i błota."
Żółty pergamin z taką wiadomością leżał na brzegu wanny.
Tusz gdzieniegdzie rozmazany wodą utrudniał odczytanie, ale adresatka listu znała go na pamięć.
***
Była już zima i Dafne wróciła do domu na ferie świąteczne.
Dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia pomagała matce w kuchni, kiedy zjawiła się malutka sówka z pergaminem w dziobie.
Wpuściła sowę i natychmiast owinęła ją ciepłym ręcznikiem i umiejscowiła w pobliżu kominka. Nie było wielkich mrozów, ale mimo wszystko zima tego roku nie była zbyt łaskawa.
Szczęśliwa sówka zwinęła się w kuleczkę i przysnęła.
List nie miał nadawcy. Tylko kilka słów stwierdzających zimę w jej rejonach zamieszkania. Obejrzała list dokładnie, ale nie znalazła nic szczególnego. Nic co by mogło wskazać osobę, która go wysłała.
Sowy również nie mogła rozpoznać. Często przesiadywała w szkolnej wieży, gdzie mieści się sowiarnia, ale takiej malutkiej sóweczki tam nie było.
Po kilkudniowym odpoczynku i wypychaniu brzuszka tłustymi myszam, odesłała sówkę z listem zwrotnym.
Dni mijały, a odpowiedź nie wracała.
Boże Narodzenie odeszło w niepamięć, chociaż drzewko upstrzone lampkami i ornamentami, wciąż żyło w ogromnym salonie.
Nadszedł nowy rok, a w raz z nim powrót do Hogwartu.
Odpowiedzi nadal nie było.
- Dafne, coś ci wypadło. - Milicenta schyliła się po mały pakunek.
- Mi? - zerknęła na małą paczuszkę owiniętą w turkusowy pergamin. - Nie to nie moje. Musiało wypaść komuś innemu. Pewnie należy do tego chłopaka - machnęła ręką w stronę jakiegoś puchona, który właśnie gramolił się do pociągu. - Potrącił mnie przed chwilą.
- Taaa i nazywa się Dafne Greengrass?
- Co? Pokaż mi to! - szybko rozerwała paczuszkę i znalazła w niej liścik i trzy kwiatki. Trzy, białe anemony. - To niemożliwe.. - szepnęła.
- Co takiego? - zaciekawiona Milicenta zaglądała do pudełeczka.
- Nie, nic. Chodźmy do pociągu, zaraz odjeżdża. - Dafne szczelniej okryła się szalikiem i rozejrzała dookoła.
Nikt. Nikt nie wyróżniał się z tłumu.
Wszyscy spieszyli na pociąg, przeciskali się i potrącali ją.
W pewnym momencie dostrzegła blond czuprynę starannie ulizaną. Okręciła się i spojrzała prosto w oczy o kolorze stali.
Stał sam z rękoma w kieszeni płaszcza i obserwował ją.
Nagle poczuła jakby dostała deską w głowę.
Malfoy tylko kiwnął głową i wszedł do pociągu.
- To niemożliwe... - cały czas powtarzała przeciskając się między przedziałami. Znalazła dziewczyny w wagonie niemalże na samym końcu i skołowana rzuciła się siedzenie. - Słuchajcie, mnie się tylko wydaje czy Malfoy gdzie indziej spędził ferie? - zapytała koleżanki.
- Ahh, był w Indiach. Przysłał mi piękną pocztówkę i ma dla mnie prezent. - Pansy zaświergotała natychmiast.
- Ughh.. "tam gdzie mieszkasz jest już biało od śniegu... " - zjechała na siedzeniu do pozycji leżącej i rzuciła sobie czapkę na twarz. - Tylko nie to...
- Co się stało, Daf? - Milicenta usiadł przy niej.
- Nie, nic takiego. Wybacz, zdrzemnę się. Podróż do szkoły zawsze mnie nuży i wydłuża się. - okręciła się tyłem do Blustrode i naciągnęła czapkę na oczy.
Po powrocie do szkoły postanowiła wziąć kąpiel. Zamknęła się sama w damskiej łaźni i postanowiła, że dopiero wyjdzie z wody jak wyrośnie jej błona między palcami.
Na brzegu wanny położyła pierwszy list i rozmyślała nad nimi.
Drugiego jeszcze nie otworzyła. Coś wewnątrz blokowało ją i ogarniało strachem.
Wynurzając tylko czubek głowy wraz z nosem wyglądała jak mały blond hipopotam.
"To nie od ciebie, prawda Malfoy? Aż taką świnią nie jesteś, chyba." - Tylko takie myśli kłębiły się w jej głowie.
Ciekawość wygrała. Wynurzyła się odsłaniając swoje blade, wychudzone ciało. Otarła ręce o frotowy ręcznik i chwyciła list.
"Cieszę się, że znów Cię widzę."
- To wszystko?! - zawołała rozdrażniona. - Nie jesteś typem, który się wysila. Wkurzasz mnie już.
Przez dwie godziny wlaczyła ze sobą, żeby zasnąć. Jednak nie było jej to dane.
Usiadła przed swoim obrazem i domalowała tylko trzy, białe anemony.
Draco czaił się za rogiem. Założył kaptur na głowę i szykował się do skoku.
Gdy nadchodząca postać wyłoniła się zza zakrętu wyskoczył.
- Buuuu, Potter! To demen.. a to ty, Greengrass.
- To było żenujące. - Dafne spojrzała na niego z politowaniem.
- Nic ci do tego. - ściągnął kaptur z głowy. - A właśnie, jak tam twój kochaś?
- Co? Skąd o tym wiesz? No tak, bo przecież to ty mi je wysyłasz, żeby jeszcze bardziej mnie rozdrażnić.
- Proszę cię, nie zniżył bym się do takiego poziomu, żeby ci wysyłać listem cytaty z piosenek.
- Po tobie mogę się wszystkiego spodziewać.
- Wiesz co, nie będę z tobą dłużej rozmawiał. I przekażę twojemu kochasiowi, żeby sobie darował, bo jesteś pusta i aż szkoda go marnować. - odwrócił się i odszedł podśpiewując sobie.
- Co?! Wiesz kto to jest?! Natychmiast mi powiedz. - zawołała za nim, ale w odpowiedzi zobaczyła tylko środkowy palec. - Ty podła świnio!
Wieczorem dziewczyny siedziały w Pokoju Wspólnym i cieszyły się nadchodzącym weekendem.
Milicenta grała w szachy z Tracey, a Dafne rozmawiała z Astorią.
Pansy oczywiście wisiała na ramieniu Malfoya, który żarliwie dyskutował o czymś ze swoimi kolegami.
- I mat! - Milicenta klasnęła w dłonie. - Znowu cię ograłam!
- Bo pewnie zaczarowałaś szachy.
- Ohh, nie bocz się, Tracey. Złość szkodzi twojej piękności. - roześmiana posłała jej buziaka.
- Wolę grać z Astorią. Wtedy się przynajmniej coś dzieje. - udając obrażenie złożyła ręce na piersi, po czym obie wybuchnęły śmiechem.
Milicenta oparła się o oparcie fotela i odetchnęła. Jej kot odebrał to jako zachętę do pieszczot i wskoczył na kolana właścicielki. Oparł przednie łapki o jej klatkę piersiową i stuknął łepkiem w jej brodę, okazując w ten sposób uczucia.
- A co ty tu masz? - Milicenta zauważyła przyczepioną kopertę do jego obroży. Starannie odpięła i przeczytał adresata. - Dafne, to dla ciebie.
- Co takiego? - oderwała wzrok od siostry.
- List.
- Huh? Od kogo?
- Nie ma napisane. - Milicenta dźwignęła się z fotela i trzymając kota na rękach, podała list.
Dafne szybko rozejrzała się czy ktoś ją obserwuje, ale poza ciekawskimi spojrzeniami przyjaciółek, nic więcej nie dostrzegła.
"Wiem. Bardzo chcesz wiedzieć kim jestem. Niestety nie mogę Ci odpowiedzieć, od razu zarzuciłabyś znajomość ze mną. Nie przejmuj się Malfoyem, on nie ma racji. Nie jesteś pusta. Kiedy rozmawiamy i patrzę w Twoje oczy, widzę tak dużo, że chciałbym spędzać czas wyłącznie na patrzeniu w nie. Rozmowy mi nie wystarczaj.
Stąd te listy.
Daj mi czas, a przekonam Cię do siebie i wtedy wyjawię Ci wszystko.
Śpij dobrze, moja słodka Dafne."
Rozzłoszczona wstała i wyszła z Pokoju Wspólnego.
Swoje kroki skierowała w stronę biblioteki.
Nienawidziła takich podchodów.
Zawsze lubiła mieć wszystko czarno na białym.
"Najpierw Malfoy, teraz ten.drugi. Dlaczego ciągle ktoś musi mnie nękać!" - pomyślała i przysiadła się do Hermiony Granger.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz