Nagle gdzieś w głębi klasy rozległy się oklaski, a Dafne poczuła złość.
- Riddiculus! - bogin przeobrażony w Malfoya upadł, a na blond włosach pojawiły się różowe papiloty. Całość uzupełniał gustowny szlafroczek w duże kwiaty i bambosze przypominające małe delfinki.
Klasa ryknęła śmiechem, nawet Lupin uśmiechnął się pod wąsem.
Crabbe i Goyle powstrzymywali się od śmiechu, co przychodziło im z trudem. Jednak dali za wygraną i padli rząc ze śmiechu.
Tylko Malfoy stał sztywny i przestał klaskać. Patrzył z pobłażaniem na pewną siebie Dafne.
- To niczego nie zmienia, Greengrass! - zawołał w jej stronę. - Teraz już wszyscy wiedzą. Mam nad tobą przewagę.
- Nie bądź taki pewien siebie, Draco. Ale masz rację, to, że wiesz niczego nie zmienia. - Dafne spojrzała mu w oczy i złożyła ręce na piersi. - Nie masz żadnej przewagi. Po prostu żal mi ciebie. - złapała torbę i zwróciła się do Lupina. - Profesorze, źle się czuję. Pójdę do lazaretu, po proszę panią Pomfrey o coś na ból żołądka, bo czuję, że zaraz zwymiotuję. - okręciła się na pięcie i wyszła z klasy.
Malfoy nie dał jej za wygraną i rzucił się za nią. Wściekły przyspieszył kroku i złapał ją za rogiem. Chwycił za ramię i szarpnął aż przylgnęła do niego.
- Myślisz, że nie mam przewagi? - wysyczał tak, że poczuła jego oddech na swoich ustach.
- Oczywiście, że nie. A teraz puść mnie.
- Nic z tego. To ja jestem silniejszy. - przycisnął ją mocniej, a Dafne roześmiała się mu w twarz. - Nie wierzysz mi? Przekonajmy się. - Malfoy wyciągnął różdżkę i wycelował w nią.
- Chcesz się pojedynkować?
- A co? Tchórzysz?
- Nie, po prostu nie mam ochoty na udowadnianie tobie czegokolwiek, bo ja swoje wiem.
- Jednak to prawda, boisz się. - Malfoy roześmiał się prosto w jej twarz. - Rictusmepra! - Dafne odrzuciło i uderzyła w betonowego gargulca.
Miała wrażenie, że pękł jej kręgosłup. Zacisnęła zęby, żeby nie zauważył bólu. To było upokorzenie dla niej.
- Taki jesteś cwany? - zerwała się na równe nogi i zaczęła miotać zaklęciami na oślep. - I tak mnie nigdy nie złapiesz! - Malfoy obrywał raz po raz nie mając szans na reakcję. - No co jest, Draco! Czuję się ignorowana i zaczynam się nudzić!
Zwabiony hałasami zszedł się tłum gapiów. Nawet pojawiło się kilku prefektów i nauczycieli. Zjawił się też Lupin, ale ciekaw umiejętności dwojga ślizgonów nieśmiał przerywać.
Dafne dyszała ze złości, gdy po raz drugi dostała i tym razem wyrzuciło ją w powietrze.
- No świetnie, tak lepiej! Zabawniej! Czuję, że w końcu walczę jak równy z równym. Bawmy się dalej! - zaśmiała się prowokując go do dalszej walki.
- Jesteś śmieszna, Greengrass. I tak cię pokonam. - Malfoy zacisnął palce na różdżce, tak że aż zbielały. Wściekał się na siebie. Czuł się upokorzony i to na oczach tych wszystkich ludzi. "Nie dam ci wygrać, Greengrass." - obiecał sobie w duchu.
- No dalej, Malfoy, strzelaj szybciej, trochę więcej energii! Chcę się rozerwać, a jestem już znudzona.
- Nie ma sprawy, ty podła suko.
Czasem tak jest, że ludzie mówią sobie złe rzeczy. Często obrzucają się obelgami. Każdy jednak ma granicę. U każdego jest różna. Draco udało się przekroczyć tę, którą wyznaczyła Dafne.
Nienawidziła wielu słów, a inwektyw "suko" działał na nią jak płachta na byka.
Tym razem nie potrzebowała jakiś zachęt. Rozwścieczona do granic możliwości rzuciła się do biegu i parła na Malfoya. Przyrzekła sobie, że nie podaruje mu tego.
Draco próbował wycelować w nią zaklęciem, ale Dafne omijała wszystko tak jakby jakaś niewidzialna siła prowadziła ją i przewidywała gdzie akurat uderzy wiązka światła zaklęcia.
Przyparła go do muru i mocniej docisnęła przedramię na jego szyi, by odciąć mu dopływ powietrza.
Draco upuścił różdżkę chcąc wyszarpnąć się.
- Nic z tego padalcu. Będziesz teraz cierpiał! Nauczysz się kulturalnie zwracać się do ludzi! - do grdyki przyłożyła mu różdżkę, tak jakby całowała z jakiejś broni. - Nigdy, przenigdy mnie tak nie nazywaj!
Malfoy robił się już siny i patrzył bałagalnie po twarzach gapiów, aby ktoś w końcu zareagował.
Na moment wzrok zawiesił na oczach Dafne.
To co w nich ujrzał zaskoczyło go.
Nie widział złości czy nienawiści, tylko coś podobnego do żalu i smutku.
- Nienawidzę cię, Malfoy! - ryknęła. - Cruc...
- Expelliarmus! - różdżka Dafne wyskoczyła z jej dłoni, a ona sama upadła.
Oszołomiona rozejrzeła się szukając tego kto ją rozbroił.
Wszyscy stali z wymalowanym przerażeniem na twarzach. Nawet Draco był nielada wystraszony i patrzył wdzięcznie w stronę Dumbledore'a.
- Wszyscy się rozejść. A was dwoje poproszę do mnie do gabinetu. Musimy sobie wyjaśnić pewne sprawy. - spojrzał na nich wymownie spod okularów połówek i ruszył do gabinetu.
Draco rozmasowywał swoją szyję i szedł pół kroku za Dafne. Kto wie co mogłaby mu zrobić jeszcze? Nie spodziewał się takiego zawzięcia z jej strony, a tymczasem o mało co nie zwijał się od niewybaczalnego zaklęcia. "Co ją napadło, chyba musiałem przesadzić. Niiee... na pewno nie." - pomyślał.
W gabinecie Dumbledore usiadł i długo milczał. Tylko patrzył na nich i oceniał.
Oboje stali ze zwieszonymi głowami i nieśmiali spojrzeć w oczy dyrektora.
- Słucham więc, co to za pojedynkowanie się, panie Malfoy?
- Sprowokowała mnie, rzuciła pierwsza na mnie zaklęcie Rictusmepra, to co miałem zrobić?
- Jeszcze łżesz, Malfoy! - Dafne wybuchła. - Wszystko zrzucasz na mnie, bo brak ci odwagi tchórzu! - rzuciła się na niego, gotowa rozszarpać go.
- Panno Greengrass, spokój! Siłą niczego się nie rozwiąże! - Dumbledore ryknął przywracając ją do porządku. - Malfoy możesz odejść. Profesor Snape przekaże ci kiedy i jaką karę odbędziesz. - po tych słowach Mafoy szybko wyślizgnął się z gabinetu i pobiegł do Wielkiej Sali.
Dumbledore wstał i okrążył biurko podchodząc do Dafne.
- Zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś?
- Panie profesorze, nie zrobiłam niczego. Chciałam go tylko na straszyć, a to jest różnica.
- Dla zaklęć niewybaczalnych nie ma wyjątku. Każdy widział, że miałaś zamiar użyć go. Skąd znasz zaklęcie cruciatusa?
- Pełno o nim w podręcznikach do zaklęć czy nawet w Historii Magii. Nawet by nie zadziałało, potrzeba dużej siły, by móc umieć rzucić to zaklęcie. - Dafne czując nadchodzące kłopoty broniła się jak tylko mogła.
- Wiesz, Dafne. Siła to pojęcie względne. Ale wiadomo, że nie chodzi tu o siłę fizyczną. Wystarczy odrobinę nienawiści, którą żywisz do Dracona, trochę złości, nie wielką ilość chęci i gotowe. Z powodzeniem byś rzuciła na niego zaklęcie. - Dumbledore podszedł i położył dłonie na jej ramionach. - A gdyby tak się stało, to chyba wiesz, co grozi za to.
- Tak, Azkaban..
- Właśnie. Mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobisz. Choćby niewiadomo co się działo. - spojrzał na nią jakby próbował jej przekazać, że zna jej najskrytsze sekrety. Ale to było niemożliwe. Nikt nie znał jej tajemnic. Nawet siostra.
Draco leżał w wannie i wlepiał wzrok.
Zastanawiał się cały czas czy naprawdę byłaby zdolna rzucić na niego zaklęcie niewybaczalne.
Dlaczego chciała to zrobić?
Dlaczego?
Odpędził złe myśli i oparł głowę o brzeg wanny.
Chwycił członka w dłoń i odpłynął myśląc o Dafne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz