Już zmierzchało. Gdzieś w oddali, na zachodzie, wieczorne słońce ledwo majaczyło. Leniwie odbijało się w tafli jeziora i co raz szybciej ustępowało miejsca Królowi Nocy. Jesienne kwiaty w ogrodzie Hagrida zamknęły swoje kwiatostany szykując się do snu. Nawet kogut siedzący na płocie przy wysłużonej chatce gajowego zmęczony był tym dniem i udał się do kurnika. Tam, swój łepek upstrzony pięknym grzebieniem, skrył pod kolorowym skrzydłem. Cały Hogwart szykował się do snu. Prawie cały.
W głębi Zakazanego Lasu, niczym niestrudzona para, przemierzała nieznane ścieżki i z każdym krokiem oddalała się od bezpiecznego wyjścia z lasu.
- Tu jest tak ciemno. -Pansy cichutko szepnęła, a mimo to miała wrażenie, że jej głos jest donośny jak przy użyciu zaklęcia Sonorous.
- Jakaś ty bojaźliwa. - Draco wywrócił oczami i sięgnął do tyłu. Wyciągnąłwszy różdżkę wyszeptał zaklęcie rozświetlające.
- Musimy akurat tu?
- Dobrze wiesz, że na zamku nic się nie ukryje.
- To bezsensu, Draco. W tym lesie jest niebezpiecznie.
- Zamknij się i przestań panikować. A teraz siadaj na tym pieńku i nie marudź.
Pansy tylko w ciszy obserwowała.
W milczeniu rozglądał się dookoła i badał każdy detal. Czasem na chwilę zamierał w bezruchu, tak jakby nasłuchiwał. Jednak jedyne co słyszeli to cichy szum drzew i żaby z pobliskiego stawu.
- Protego Totalum. - Malfoy wyczarował barierę i upewniwszy się, że wszystko w porządku, usiadł na przeciw Ślizgonki.
- Skąd znasz to zaklęcie? - Pansy objęła własne ramiona i zaczęła je pocierać.
- Zwinęłem zeszyt tej szlamie, Granger. Zaklęcie ochroni nas i nikt nie zauważy, że tu jesteśmy.
- Ah, rozumiem. Draco? Zimno mi.
- To się ubierz. - na te słowa Pansy tylko prychnęła i wydęła wargi.
- Jesteś nieznośny! Mógłbyś mi chociaż swoją szatę dać!
- Mówiłem, żebyś przestała marudzić.
- To powiedz chociaż tylko czy długo będziemy tu siedzieć.
Młody Malfoy nic nie odpowiedział tylko szczerze się roześmiał.
***
Księżyc już wysoko wisiał na niebie, a zegar bił na trzecią nad ranem. Dafne siedziała oparta o kamienną ścianę i obserwowała śpiące przyjaciółki. W zasadzie z tego składało się całe jej życie. Ciągle coś lub kogoś obserwowała i analizowała. Nie mogła pozwolić sobie na to by jakiś szczegóły jej umknął. Ciszę przerwał jej hałas dobiegający z pokoju wspólnego.
"Ktoś nie śpi?" - szybka myśl przeleciała przez głowę Dafne. "Kto to może być? O tej porze?"
Na odpowiedź długo nie musiała czekać. Szczęk klamki oznajmił, że ktoś właśnie wchodził do dormitorium. W drzwiach pojawiła się zarumieniona twarz Pansy.
- Obudziłam cię? Przepraszam. - Parkinson na palcach weszła do pokoju i potknęła się o dywan.
- Gdzie ty u diabła byłaś?
- W Zakazanym Lesie.
- O tej porze?! - blondynka niemalże wrzasnęła, przez co Milicenta niespokojnie przkręciła się na swoim łóżku. - Co ty tam robiłaś? - Dafne usiadła, a Pansy uroczo zaśmiała się.
- No wiesz... ja i Draco. Nie będę ci opowiadać. To są nasze intymne sprawy. Trochę się bawiliśmy i piliśmy.
- Taa.. - Dafne zmarszczyła czoło i pokiwała głową. - Lepiej kładź się już. - podeszła do Pansy i z uśmiechem pomogła pijanej koleżance zdjąć buty. - Musisz nakręcić swój biologiczny zegar na rano.
- Dafne?
- Tak?
- Nie gniewaj się na mnie. Przepraszam.
- Za co mam się nie gniewać?
Po tym jak odstawiła buty brunetki, zdziwiona odwróciła się, ale Pansy już spała przykryta puchową kołdrą po sam nos.
"Myślisz, że się nie domyśliłam, Pansy?"
***
Następnego dnia szkołę obiegła wieść o zbliżającym się meczu Qudditcha. W całej szkole wrzało jak w ulu. Kto tym razem złapie znicz? Wychowankę Domu Węża to nie interesowało. Właśnie wygrzebała jabłko ze szkolnej torby i przetarła je rękawem szaty. Gdy już miała wgryźć się, jakaś Krukonka przebiegła niechcący potrącając ją.
Jabłko z właściwym dla siebie plaśnięciem upadło na posadzkę i poturlało się pod zbroję. Dafne tylko westchnęła.
- Było pyszne.. No dobra, co teraz? - sięgnęła po plan zajęć i skrzywiła się. - Obrona przed czarną magią. Tylko tego mi brakowało.
W klasie byli już prawie wszyscy. Draco z własnymi gorylami stał pod ścianą i rzucał papierowymi kulkami w Pottera. Na jego ramieniu wisiała Pansy i swoje kruczoczarne włosy nawijała na palec. Potter udawał, że nie zauważa papierowych zaczepek Malfoya. Siedząc na ławce dyskutował o czymś z Ronem Weasleyem i Granger. Reszta sprawiała wrażenie równie znudzonych.
Nikt chyba nie zauważał Remusa Lupina, który próbował skupić na sobie całą uwagę. Nawet Dafne nie była nim zainteresowana. Usiadła na szarym końcu w ławce z Milicentą Blustrode i rozwinęła pergamin.
- Doooosyć teeeego! - nagle wszystkie oczy skierowały się na profesora Lupina, który krzyczał z różdżką przyłożoną do gardła. - Chciałbym wam przypomnieć, że lekcja dawno temu się zaczęła! Wszyscy w tej chwili na swoje miejsca, ale już! - przez klasę przeszła fala jęków i stęknięć. - Nie marudźcie. Dzisiaj wrócimy do poprzedniej lekcji. Większości z was podobały się zajęcia z boginem, a poza tym nie każdy je zaliczył. Ostatnio musieliśmy je z pewnych przyczyn przerwać...
- Tak! Pan Potter boi się dementorów! - Draco parsknął śmiechem.
- Zamknij się, Malfoy. - Harry nie pozostał dłużny i natychmiast odszczeknął.
- Dość chłopaki. Wszyscy ci, którzy ostatnio nie zaliczyli zajęć niech teraz ustawią się w kolejce. Zasady znacie. Gdy tylko bogin zamieni się, wołacie od razu ridikulus. Jasne? - w klasie znów dało się słyszeć jęki, ale niestrudzony Lupin stanął przy szafce i czekał aż wszyscy uczniowie ustawią się.
- Panno Greengrass, a panienka zaproszenia potrzebuje? - Lupin groźnie na nią łypnął.
- Ja się źle czuję profesorze.
- O nie, znam te sztuczki. Proszę tu do mnie i jako pierwsza zaczynasz. - Lupin miał dziś wyjątkowo podły humor i nie zamierzał nikomu odpuścić. Dafne natomiast ociągała się. Doskonale wiedziała co ją czeka. Bała się swoich strachów, a jeszcze bardziej upublicznienia. Inni dowiedzą się czego naprawdę się boi. Żenujące.
- Gotowa?
- Nie bardzo... - ze strachu zaschło jej w gardle i ledwo sama mogła siebie dosłyszeć.
Lupin otworzył drzwiczki, a wszyscy ciekawi zerkali przed siebie. Co wyjdzie? Kto się ujawni? Czego boi się Dafne Greengrass? Z ciemnej szafki wyszedł zkwaszony Draco Malfoy, a wszyscy zamarli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz