środa, 10 czerwca 2015

Drafne I - Magnolia





Dafne Greengrass już jako dziecko wiedziała kim jest. Znała swoje pochodzenie doskonale. 
Czarodziejka. O świecie magii wiedziała wszystko. Odczuwała też rosnącą w sobie moc. Czasem tak jest. Budzisz się rano i wiesz, że masz w sobie nieokiełznane pokłady nieznanej mocy, które musisz oszlifować.

Rodzice więc opowiadali jej wszystkie legendy związane z historią magii. Wieczorem, przed snem, gdy bawiła się z młodszą siostrą przy kominku, raczyli je swoimi przygodami, które przeżyli będąc w Hogwarcie. Zafascynowana Dafne, nie mogąc doczekać się swojego listu z Hogwartu, wykonała kalendarz. Zwykły kalendarz.
Obliczyła pozostałe dni do pierwszej podróży Expressem i na kartkach technicznego bloku rozrysowała kwadraciki z liczbami. Całość oprawiła własnymi rysunkami, naklejkami i wycinankami z gazet.
Każdego dnia skreślała jedną liczbę, a ekscytacja rosła.
Czas płynął powoli i spędzała go na zabawach z młodszą siostrą, Astorią. Często też przesiadywała w swoim oknie obserwując las i stadninę koni. Rozmyślała i tęskniła za nieznanym. Czuła, że te siedem lat, które spędzi w murach czarodziejskiej szkoły, zapamięta na zawsze.



Nie pomyliła się.
Podczas podróży pociągiem siedziała z głową opartą o szybę, zostawiając tłuste ślady spoconego czoła. Obserwowała uciekające lato z pól i lasów. Mijane zwierzęta i gospodarstwa. Nawet nie zainteresowała się plotką, która obiegła cały pociąg.
Harry Potter jedzie do Hogwartu.
Słyszała tę legendę. Niesamowity chłopiec, bez jakichkolwiek magicznych umiejętności, pokonał Czarnego Pana. A jedyną pamiątką po tym wydarzeniu jest blizna na jego czole.
I cóż z tego?



Po przyjeździe do szkoły zostali natychmiast przydzieleni do domów. Tak jak jej rodzice i dziadkowie trafiła do domu Salazara Slytherina. Rozpierana dumą pobiegła i usiadła przy ogromnym stole razem z innymi Ślizgonami. Kolacja minęła szybko i prefekt zaprowadził ich do dormitoriów. Pokój dzieliła razem z Pansy Parkinson, Milicentą Blustrode i Tracey Davis. Pierwsza noc minęła w mgnieniu oka. Zmęczona wrażeniami zasnęła natychmiast. 
Każdy dzień w Hogwarcie był przepełniony szczęściem. Nowe przyjaciółki, nowe miejsce. Nauka tych wszystkich niesamowitych rzeczy. I on. 



Draco Malfoy. 
Widziała, że wszystkie szaleją na jego punkcie i nie tylko Ślizgonki. Kilka Krukonek i Puchonek chowało się za filarami wzdychając do tego blond gnojka. Pół szkoły uważało, że Malfoy to świrnięty bufon. Czysta krew, ogromna rezydencja, wysoko postawiony ojciec. To wszystko, według niego, dawało mu uprawnienia do traktowania innych jak śmieci. 
Dafne ignorowała go. Szczerze nienawidziła i zresztą nie miała czasu dla niego gdy dookoła działo się tyle niesamowitych rzeczy. Swój cel miała obrany od dawna. Już wtedy, gdy będąc dzieckiem, ojciec opowiadał jej mroczne historie, które zawładnęły jej sercem. Malfoya postrzegała jako swojego rywala, który mógłby pokrzyżować jej plany. 



***


- Szlag mnie zaraz trafi! - Dafne rzuciła książką w kota Milicenty, a ten fuknął i poderwał się do biegu.
- O co ci chodzi? - Tracey opadła na fotel w pokoju wspólnym Ślizgonów przegryzając cukierki anyżkowe. Wyciągnęła rękę by poczęstować nimi przyjaciółkę.
- Zabierz to ohydztwo. - wzdrygnęła się. - Widziałaś Pansy? Przesiaduje całymi dniami przy Draco i gładzi go po tej jego NIBY schorowanej ręce. Jemu nawet nic nie jest! Hipogryf lekko go drasnął, a Malfoy już umiera. To żenujące! - Dafne ukazując swoje naburmuszenie wydęła wargi i skrzyżowała ręce na piersi. 
- Przestań. Wiesz jaka jest Pansy. Zrobi wszystko, żeby mu się przypodobać. Czemu w ogóle cię to obchodzi? 
- Nienawidzę lizusostwa. - Dafne zrzuciła lakierki i położyła stopy na ławie podciągając podkolanówki, po czym klapnęła cicho o oparcie i ciężko westchnęła. - Oboje mnie drażnią. Malfoy tym swoim ego i Pansy podlizywaniem się. Niedługo dojdzie do tego, że Draco cicho pierdnie, a ta dziewucha podbiegnie z wachlarzykiem, żeby odpędzić smród, bo jeszcze młody panicz skazi sobie nim swojego arystokratycznego nosa! A tfu! - głośno splunęła i odrzuciła grzywkę na bok. 
- Myślałam, że lubisz Pansy. 



Dafne już nic na to nie odpowiedziała. Tracey znała ją od dwóch lat i doskonale wiedziała, że milczenie Greengrass oznacza koniec rozmowy. Nie rozumiała tylko jej niechęci do Malfoya. Przecież wszyscy stali po tej samej stronie barykady. Wszyscy razem przeciwko Potterowi.
Obie dziewczyny natychmiast odwróciły się gdy usłyszały hałas od strony drzwi wejściowych do pokoju wspólnego. Draco i jego banda.



- Idę do siebie. - Dafne rzuciła krótko i podniosła się z kanapy. 
- Pouczę się trochę. Tu zrobiło się za głośno. - sięgnęła po sweter ze sklepu Twilftta i Tattinga, po czym swoje kroki skierowała w stronę dormitorium, gdy usłyszała ten głos. 
- Hej, Greengrass! Gdzie uciekasz? - Dafne zatrzymała się w połowie kroku, jednak nic nie odpowiedziała na zaczepkę. - Nie słyszysz? Mówię do Ciebie. - Malfoy zszedł ze schodów i powolnym krokiem ruszył w jej stronę.



- Ja uciekam? Mógłbyś wymyślić coś lepszego. To już mnie zaczyna nudzić. - dziewczyna odwróciła się i spojrzała na niego pogardliwie. - Po prostu wychodzę, bo mam lepsze i ważniejsze rzeczy do roboty.
- Wychodzisz za każdym razem gdy się pojawiam. Myślisz, że tego nie zauważam? - Draco złapał ją za krawat i przyciągnął do siebie, tak że doskonale mogła poczuć jego oddech na własnej twarzy. - Gdzie tak uciekasz, co? - Dafne chwyciła go za dłoń chcąc wyszarpnąć krawat.
- Nigdzie nie uciekam, Malfoy. Po prostu nienawidzę cię i nie mam ochoty przebywać w twoim towarzystwie. A teraz z łaski swojej puść mój krawat. - Draco nachylił się do niej i delikatnie chuchając w jej ucho szeptał. Z każdym jego słowem na twarz Dafne wkradał się coraz większy rumieniec, a złość osiągała nowy poziom.



Dziewczyna tylko wyszarpnęła krawat i oburzona szybko odwróciła się na pięcie, uderzając Malfoya swoimi blond kosmykami.
- Gnojek! - rzuciła krótko i oddalając się pokazała mu środkowy palec.



Po chwili, w ślad za Dafne, do dormitorium wpadła Tracey. Przyciągnęła krzesło i usiadła obok przyjaciółki, która właśnie malowała. Zawsze, gdy targały nią silne emocje, siadała przy sztaludze i zaczynała malować. Nigdy jednak nie malowała nic nowego, ciągle to był ten sam obraz.
- No mów, że!
- Nie.
- Co ci Malfoy wyszeptał do ucha. Co to było? Dostałaś takich niezdrowych rumieńców. - Tracey klasnęła w dłonie.
- Nic. Odczep się.
- Dafne, wiesz, że tego nie zrobię. No proszę, mów. 
- Powiedział, że jak tak bardzo nie znoszę jego towarzystwa to lepiej, żeby mnie nie było dzisiejszej nocy w dormitorium, bo przyjdzie przelecieć Pansy. - po tych słowach rzuciła paletą na biurko i głośno sapnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz